Parafia p.w. Św. Józefa

 
   

 

POWRÓT

 

 

 

 

 

VARIA

Maj - warto wiedzieć

Maj – piąty miesiąc w roku wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31dni.  Nazwa miesiąca pochodzi od łacińskiej nazwy Maius. Została zapożyczona przez większość języków europejskich

 

 

 

   

 

 

 

Myśl na dzisiejszy dzień

 

 

                                                                                           

 

 

"Ucieczka przed walką jest czymś najgorszym, co może się nam przytrafić.
Jest o wiele gorsza od przegranej, ponieważ klęska zawsze może stać się dla nas źródłem doświadczenia i nauką,
 a ucieczka daje nam tylko jedną możliwość: głosić zwycięstwo naszego wroga."

 Paulo Coelho

 

            

3 maj uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski

 

Tytuł Matki Bożej jako Królowej narodu polskiego sięga drugiej połowy XIV wieku: Grzegorz z Sambora nazywa Maryję Królową Polski i Polaków. Teologiczne uzasadnienie tytułu "Królowej" pojawi się w XVII wieku po zwycięstwie odniesionym nad Szwedami i cudownej obronie Jasnej Góry, które przypisywano wstawiennictwu Maryi. Wyrazicielem tego przekonania Polaków stał się król Jan Kazimierz, który 1 kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej obrał Maryję za Królową swoich państw, a Królestwo Polskie polecił jej szczególnej obronie. W czasie podniesienia król zszedł z tronu, złożył berło i koronę, i padł na kolana przed wielkim ołtarzem. Zaczynając od słów: "Wielka Boga-Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico" ogłosił Matkę Bożą szczególną Patronką Królestwa Polskiego. Przyrzekł szerzyć Jej cześć, ślubował wystarać się u Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej, zająć się losem ciemiężonych pańszczyzną chłopów i zaprowadzić w kraju sprawiedliwość społeczną. Po Mszy świętej, w czasie której król przyjął również Komunię świętą z rąk nuncjusza papieskiego, przy wystawionym Najświętszym Sakramencie odśpiewano Litanię do Najświętszej Maryi Panny, a przedstawiciel papieża odśpiewał trzykroć, entuzjastycznie powtórzone przez wszystkich obecnych nowe wezwanie: "Królowo Korony Polskiej, módl się za nami".
Choć ślubowanie Jana Kazimierza odbyło się przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie, to jednak szybko przyjęło się przekonanie, że najlepszym typem obrazu Królowej Polski jest obraz Pani Częstochowskiej. Koronacja obrazu papieskimi koronami 8 września 1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Warto dodać, że Jan Kazimierz nie był pierwszym, który oddał swoje państwo w szczególną opiekę Bożej Matki. W roku 1512 gubernator hiszpański ogłosił Matkę Bożą szczególną Patronką Florydy. W roku 1638 król francuski, Ludwik XIII, osobiście i uroczyście ogłosił Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą Patronką Francji.
Niestety śluby króla Jana Kazimierza nie zostały od razu spełnione. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem "Królowej Polski". Papież Benedykt XV chętnie do tej prośby się przychylił (1920). Biskupi umyślnie zaproponowali Ojcu świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić łączność nierozerwalną tego święta z sejmem czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 roku pierwszą konstytucją polską.

W trzechsetną rocznicę ślubów Jana Kazimierza episkopat Polski z inicjatywy więzionego prymasa Stefana Wyszyńskiego dokonał ponownego zawierzenia całego kraju Maryi i odnowienia ślubów królewskich.26 sierpnia 1956 roku ok. miliona wiernych na Jasnej Górze złożyło Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego.    Według katolików, uznać Maryję za Królową oznacza przede wszystkim żyć na jej wzór. Jest w tym wezwanie do kształtowania autentycznej miłości do ojczyzny, która przejawia się w prawym sumieniu, rzetelnym wypełnianiu obowiązków swego stanu, w miłości Boga i bliźniego.

 

 

1 maj  wspomnienie św. Józefa - robotnika

Liturgiczne święto św. Józefa po raz pierwszy spotykamy w IV w. w klasztorze św. Saby  pod Jerozolimą. W zachodnim chrześcijaństwie zaczęło przyjmować się powoli po VIII wieku. Dopiero papież Sykstus IV w 1479r. wprowadził je do brewiarza i mszału rzymskiego. W XVII wieku, papież Grzegorz XV rozszerzył je na cały Kościół.

Na początku XIX wieku  przełożeni generalni 43 zakonów oficjalnie złożyli prośbę w Stolicy Apostolskiej o utworzenie nowego święta Opieki świętego Józefa nad Kościołem Chrystusa. W 1847  ustanowił je papież Pius IX,  było obchodzone w trzecią niedzielę po Wielkanocy, papież Pius X podniósł je w1913r  do rangi uroczystości I klasy. W 1955 natomiast papież Pius XII zniósł je by wprowadzić nowe tej samej klasy tj. „Świętego Józefa Pracownika” na 1 maja. W 1969r reforma liturgiczna zmienił rangę tego święta do wspomnienia dowolnego.

8 grudnia 1870r papież Pius IX ogłosił św. Józefa patronem Kościoła Powszechnego.

W 1903r papież Leon XIII  wydał pierwszą w dziejach Kościoła encyklikę o św. Józefie QUAMQUAM PLURIES o nabożeństwie do św. Józefa. Papież Pius X zatwierdził Litanię do świętego Józefa do publicznego odmawiania. W 1919r, papież Benedykt XV dodał osobną prefację do Mszy o św. Józefie.

Papież Jan XXIII wprowadził imię św. Józefa do Kanonu Rzymskiego (Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej).

Święty Józef jest patronem:

  • Rodzin, ojców, kobiet w ciąży
  • Kościoła Powszechnego
  • Umierających
  • Robotników

 

 
MACIEJ TABOR

W Szkole świętego Józefa
Święty Józef, mąż Maryi i przybrany ojciec Jezusa, pozostaje dla nas postacią nieco tajemniczą i ukrytą, bo Pismo Święte wspomina o nim zaledwie kilka razy -- w ewangeliach Mateusza i Łukasza. Dowiadujemy się z nich, że Józef należał do rodu Dawida i że życie wielokrotnie go zaskakiwało.
 

Śladem świętego Józefa

Przyjrzyjmy się najpierw jego reakcji na wieść o tym, że Maryja spodziewa się dziecka: ewangelista Mateusz mówi o Józefie, że był człowiekiem sprawiedliwym, a w całym tym zdarzeniu przedstawia się on nam także jako mężczyzna wrażliwy i -- jak byśmy dziś powiedzieli -- dżentelmen, bowiem nie chciał narazić Maryi na zniesławienie i hańbę. Według zwyczajów żydowskich pierwszym krokiem do zawarcia małżeństwa było podpisanie przez narzeczonego lub jego rodziców i rodziców narzeczonej dokumentu zaślubin, co odbywało się w obecności dwóch świadków. Od tego momentu narzeczeni stanowili małżeństwo, ale bez prawa pożycia i mieszkali jeszcze osobno (upływał zazwyczaj ponad rok zanim oblubienica była uroczyście wprowadzana do domu męża). To w tym właśnie czasie Józef dowiedział się - najprawdopodobniej od Maryi - że spodziewa się ona dziecka (z tekstu ewangelii wynika, że nikt inny nie wiedział o tym fakcie). Ponieważ mógł podejrzewać swoją żonę o cudzołóstwo, miał prawo rozwiązać umowę ślubną -- również w obecności świadków. Gdyby zrobił to publicznie, wówczas właśnie naraziłby Maryję na zniesławienie i publiczne napiętnowanie. Zdecydował się więc oddalić ją potajemnie, biorąc w ten sposób część winy na siebie -- pożycie narzeczonych przed zamieszkaniem razem nie było traktowane tak samo jak cudzołóstwo, a dziecko z takich stosunków uważano za prawowitego potomka. Męska ambicja Józefa została zatem poddana ciężkiej próbie. Wkrótce i on został wprowadzony w Boże tajemnice i uczynił tak, jak mu powiedział anioł Pański: wziął swoją małżonkę do siebie. Według prawa stanowili już małżeństwo, a stało się to około trzech miesięcy po zaślubinach.

Później towarzyszymy Józefowi i brzemiennej Maryi w niewątpliwie uciążliwej podróży do Betlejem, gdzie narodziło się Dziecko -- bardzo prawdopodobne, że Józef asystował tym narodzinom. Chyba nie tak wyobrażali sobie oboje scenerię przyjścia na świat Jezusa. Co czuł Józef, trzymając na rękach Boże Dziecię, dla którego -- co było przywilejem ojca -- nie mógł nawet sam wybrać imienia, bo anioł zapowiedział je już przy zwiastowaniu?

Święty Łukasz opisuje kolejne dające do myślenia zdarzenie: gdy zgodnie z przepisami religijnymi Józef i Maryja ofiarowali swojego pierworodnego syna w świątyni, spotkali Symeona i Annę, których słowa dały im zapewne wiele do myślenia, skoro św. Łukasz napisał: A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono.

W ewangelii św. Mateusza mamy opis jeszcze jednego wydarzenia, które stało się wyzwaniem dla Józefa -- musi ratować swoją rodzinę, uciekając za granicę, do Egiptu -- w ten sposób Jezus, Maryja i Józef doświadczają losu wygnańców, uchodźców, emigrantów. Znów wypadki nie potoczyły się po ich myśli.

Ostatnie spotkanie ze świętym Józefem na kartach ewangelii to historia o zaginięciu dwunastoletniego Jezusa podczas pielgrzymki do Jerozolimy. Po raz kolejny zostali zaskoczeni: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i Ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Komentując to wydarzenie, święty Łukasz stwierdza: Oni jednak nie rozumieli tego, co im powiedział.

Wiemy jeszcze i to, że Jezus poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu i był im poddany. Józef mógł patrzyć z dumą, jak Ten, którego uważano za jego syna, czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi -- a przecież bez wątpienia było to również zasługą męża Maryi.

Czy przybrany ojciec Jezusa żył długo? Nie ma żadnej informacji o tym, by Józef towarzyszył wypadkom związanym z procesem i męką Mesjasza. Ale Łukasz, opowiadając jak Jezus, wkrótce po rozpoczęciu publicznego nauczania - a miał wtedy około trzydzieści lat (zob. Łk 3, 23) - przemawiał w synagodze w swojej rodzinnej miejscowości, pisze: wszyscy dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego i mówili: Czyż nie jest to syn Józefa? Można przypuszczać, że mieszkańcy Nazaretu mówili tak o swoim żyjącym jeszcze sąsiedzie i znajomym, który wprawdzie prawy i pobożny, ale musiał być chyba prostym i nieuczonym człowiekiem, skoro ludzi zaskakiwało to, że ma tak mądrego syna.

Chcielibyśmy wiedzieć więcej, lecz już tych kilka faktów wystarczyło, by chrześcijańska pobożność dostrzegła w św. Józefie patrona rodzin, ojców, wzór czystości; by w litanii wzywała go takimi apostrofami: przeczysty stróżu Dziewicy, żywicielu Syna Bożego, troskliwy obrońco Chrystusa, głowo Najświętszej Rodziny, ozdobo życia rodzinnego, podporo rodzin, opiekunie dziewic, pociecho nieszczęśliwych....

 

Pięć zadań domowych

Dlaczego ten stojący w cieniu człowiek może nam być dziś bliski? Józef doświadczył goryczy, zwątpienia i rozczarowania, strachu i niepewności - ale pewnie i dumy, że został wybrany, by zaadoptować na ziemi Syna Bożego, satysfakcji, że udało mu się ochronić swoją rodzinę w niebezpieczeństwie, a potem zapewnić jej spokojny byt. I choć miał trudne do wyrażenia szczęście, móc dzień po dniu być blisko Jezusa, to przecież jego życie było zwyczajne: tak samo jak my musiał zarobić na utrzymanie rodziny, troszczyć się o Chłopca, który czasem sprawiał kłopoty i przysparzał zmartwień - jak wtedy, gdy samowolnie został w Jerozolimie.

Czego więc Józef może nauczyć nas -- współczesnych ojców?

Po pierwsze: może on być dla nas wzorem wiary i zaufania Bogu nawet w sytuacjach, po ludzku sądząc, bez wyjścia; może być przykładem wierności Bogu, którego drogi nie zawsze są zrozumiałe. Wiara ojca jest bardzo ważna dla rodziny, bo dzieci patrząc na swojego tatę, wyrabiają sobie obraz Boga, do którego modlą się: Ojcze nasz.

Po drugie: święty Józef daje nam przykład dyskrecji, wrażliwości, delikatności i szacunku okazywanego kobiecie. Pokazuje, że prawdziwa męskość nie polega na tym, że odgrywa się rolę "pana i władcy" czy "macho", ale że wynika ona z wewnętrznej, duchowej prawości, z odwagi postępowania na przekór przyjętym powszechnie zwyczajom, jeśli wymaga tego jakieś dobro (czyż Józef nie okazałby się "prawdziwym mężczyzną", odprawiając z pogardą ciężarną Maryję?).

Po trzecie: przybrany ojciec Jezusa uczy nas mężnego stawiania czoła przeciwnościom życiowym, uczy cierpliwości, wytrwałości, jest przykładem tego, jak mężczyzna powinien pełnić swoją rolę głowy rodziny, jej przewodnika i opiekuna.

Po czwarte: Józef, który w ewangeliach pozostaje milczący, bo nie notują one ani jednego wypowiedzianego przez niego słowa, wskazuje nam, ojcom, że ważniejsza od pouczeń, kar i nakazów jest mądra obecność, że autorytet ojcowski i szacunek dzieci zdobywa się raczej prawością życia i dobrym przykładem niż uczonymi naukami.

Po piąte: w świecie, który wymaga od mężczyzny, by był "człowiekiem sukcesu" - to znaczy by realizował w pełni swoje plany i ambicje, by robił karierę i budował życiową pozycję, święty Józef przypomina o wartości pokory -- choć na samym początku pewnie inaczej wyobrażał sobie swoje życie, to jednak dzięki ufnej pokorze dostąpił zaszczytu i godności, o jakich żaden mężczyzna na świecie nie może nawet marzyć.

 

Skuteczny ojciec

Chciałbym zakończyć cytatem z książki Gordona Macdonalda pod tytułem "Wzorowy ojciec":

...w tej dziwnej tajemnicy Boga -- człowieka w życiu Jezusa widzimy ślady działania zarówno jego ojca ziemskiego jak i Ojca Niebieskiego. Postawa Jezusa wobec matki (a właściwie wobec wszystkich kobiet), umiejętność współżycia z najrozmaitszymi ludźmi oraz zdolne ręce, które potrafiły dotykać, uzdrawiać i budować -- wszystko to mówi nam wiele o Jego ojcu. Podziwiam Józefa jako skutecznego ojca. On znał prawdziwą istotę ojcostwa: przyjąć zadanie z nieba i z mocą tworzyć i zachowywać klimat rodzinny, w którym Duch Boży będzie mógł swobodnie dokonywać swojego dzieła. Jestem przekonany, że Józef może być wzorem dla wszystkich ojców. Jest pocieszeniem dla mężczyzny, który adoptuje dziecko. Jest towarzyszem tego, który uważa, iż wiele okoliczności dotykających jego rodzinę wymyka się spod jego kontroli. Józef cos nam mówi -- posłuchaj! Mówi nam, że skuteczny ojciec ocenia niebezpieczeństwa i nadarzające się okazje, zwraca swe ucho ku niebu i tak ustawia każdy dzień, by był dla dzieci okazją wzrostu do pełnej dojrzałości, by były one takie, jakimi chce je uczynić Bóg. (...) Wszystko inne ma drugorzędne znaczenie.

Józef ilustruje to, co podstawowe: istnieją ojcowie i istnieją "skuteczni ojcowie". Ci ostatni to tacy, którzy świadomie uznają, że skuteczne ojcostwo to obejmujący wszystko styl życia. Przyjmują zadanie z nieba w taki sam sposób, jak to uczynił Józef. Stają wobec problemów, stawiają czoła potencjalnym wrogom oraz słuchają prowadzenia. "W porządku -- tak uczynię" -- odpowiadają i rozpoczynają nowy styl życia -- styl pozytywnego, energicznego kształtowania okoliczności, w których ich rodziny będą mogły poznawać drogi Boga żywego.

Józefie, opiekunie Świętej Rodziny -- proszę Cię, pomagaj nam, którzy próbujemy być dobrymi ojcami.

 

 

 

Zaproszenie

Zapraszamy wszystkich chętnych do współpracy przy tworzeniu parafialnej galerii przedstawiającej wizerunek naszego patrona św. Józefa.

Jest wiele pięknych kościołów, obrazów, kapliczek  z wizerunkiem świętego. Nie wszędzie możemy pojechać i wszędzie być, stąd prośba o podzielenie się bogactwem Z Waszych podróży. Prosimy o zbieranie podobizn naszego patrona i robienie zdjęć oraz przesłanie ich do naszej GALERII.

 

                

HISTORIA KALENDARZA      

   Pokolenia naszych przodków przez tysiąclecia tworzyły podwaliny systemu astronomicznego. Ludzie starali się uchwycić to, co niematerialne i niepoznawalne za pomocą zmysłów, co mija, czyli czas. Zauważyli wschód i zachód słońca, oraz jego pozorną dzienną wędrówkę po niebie, powtarzającą się w różnych porach roku.
Pierwszym kalendarzem jaki powstał był kalendarz Majów. Istniał on już prawdopodobnie w XV stuleciu p.n.e., był najdokładniejszym kalendarzem świata; rok dzielił na 365 dni, czyli 18 miesięcy po 20 dni i 5 dni dodatkowych; w rachubie czasu Majowie posługiwali się 2 cyklami: 260- i 365-dniowym; kombinacja tych cykli (52*365 lub 73*260) dawała okres 18980 dni, umożliwiający bardzo precyzyjne datowanie.

Kalendarz Majów przejęli zapewne Aztekowie, którzy w XIV wieku p.n.e. opanowali ich tereny. Ich kamienny kalendarz tzw. Słoneczne Wrota, znajduje się w boliwijskiej miejscowości Tiahuanaco nad jeziorem Titicaca. 

W starożytnym Egipcie współistniały trzy kalendarze. Jednym z nich był sotisowy, powstał w wyniku obserwacji wschodu gwiazdy Sotis czyli Syriusz, która pomiędzy 19 a 21 lipca miała swój wschód, na krótko przed wschodem Słońca, oraz powtarzających się co 365 dni wylewów Nilu. Twórcami tego kalendarzu byli kapłani miasta On (Heliopolis). Przyjmuje się, że powstał 3000 p.n.e., choć znane są też zapiski z 5000 r. p.n.e.. Rok dzielił się na trzy pory: achet- wylewu, peret- zasiewu oraz szemu- porę zbioru. Kalendarz ten był o 6 godzin dłuższy od gwiezdnego. W związku z tym kapłani dokonywali stosownych poprawek.

Drugim kalendarzem był kalendarz cywilny. Określały go wylewy Nilu oraz okresy panowania królów. Jednostką czasu w tych obliczeniach przyjmowano 2 lata.

Trzecim kalendarzem był kalendarz księżycowy ściśle związany z kalendarzem cywilnym. Rok dzielił na 12 miesięcy 30 dniowych. Każda dekada miała swoje bóstwo. W celu wyrównania różnicy kalendarzy: księżycowego i sotisowego dodawano co roku 5 dni w porze szemu.

 Trudności przy tworzeniu kalendarza występowały zarówno w Mezopotamii, Babilonii, Grecji oraz w Rzymie. Kalendarz rzymski, którym posługiwano się w czasach królewskich był kalendarzem księżycowym. W najstarszym kalendarzu rok miał 10 miesięcy i zaczynał się w marcu, kolejno wprowadzono nowy podział na 12 miesięcy przez dodanie miesiąca stycznia oraz lutego. W 45 roku p.n.e. Juliusz Cezar przeprowadził reformę kalendarza rzymskiego. I choć od jego imienia nazywa się juliańskim, to faktycznym twórcą jest Sozygenes. W kalendarzu juliańskim rok ma 12 miesięcy i rozpoczyna się od 1 stycznia. Przez 3 kolejne lata rok liczy 365 dni, natomiast 4 rok- 366 dni.

Wprowadzenie kalendarza gregoriańskiego w 1582 r. wprowadziło ujednolicony podział czasu. Kalendarz ten jest kalendarzem słonecznym, jest on krótszy od juliańskiego. Lata dzieli na zwyczajne trwające 365 dni oraz przestępne 366 dni równe dobom słonecznym. Przestępnymi latami są te, których liczba jest podzielna przez 4, z wyjątkiem lat, które wyrażają się pełnymi setkami.

Nasza epoka charakteryzuje się powszechną technicyzacją, olbrzymie teleskopy precyzyjnie mierzą odległości przestrzeni międzyplanetarnych, satelity poszukują obecności form życia w kosmosie, a atomowe zegary odmierzają czas z taką dokładnością, że pozwalają stwierdzić najmniejsze nierówności ruchów Ziemi. Zatem nasz stosunek do kalendarza jest odmienny niż w starożytności. Jest dla nas spisem dni podzielonych na tygodnie i miesiące, a zatem miarą ciągle ubiegającego nas czasu.

 

 

 

 

 

 

 

Święty z kątownikiem i liliami

Św. Józef, tak ważna postać Nowego Testamentu, dwukrotnie wspominany w liturgii Kościoła katolickiego (19 marca i 1 maja), chyba wciąż jest za mało doceniany w naszej pobożności prywatnej i parafialnej. W kościele św. Bartłomieja Apostoła w Burgrabicach znajdują się aż trzy przedstawienia św. Józefa, co świadczy o tym, że na przestrzeni dziejów w parafii był żywy kult tego Świętego.

Najstarsze przedstawienie, to fresk na plafonie kościoła (XVI wiek), przedstawiający św. Józefa z liliami i kątownikiem stolarskim. Z 1872 roku pochodzi obraz „Śmierć św. Józefa” (znajduje się w ołtarzu bocznym), namalowany przez Augusta Rongego, malarza z Burgrabic. Obok na ścianie, wisi przedstawienie św. Józefa jako nauczyciela Małego Jezusa.

Zadziwiające jest przedstawienie na plafonie sufitowym. Oto artysta ukazał św. Józefa jako mężczyznę dobrze zbudowanego, w sile wieku, z kątownikiem stolarskim, podkreślając tym, że choć pochodził z rodu królewskiego (z rodu Dawida), to całe życie ciężko pracował fizycznie. Ale w tej samej dłoni św. Józef trzyma kwiat lilii, delikatny i kruchy.

Biała lilia jest symbolem jego czystości i sprawiedliwości. Podkreśla to też łaciński napis na fresku, zaczerpnięty z Ewangelii (Mt 1,19). Ale pośrednio lilia nawiązuje także do apokryficznej legendy o wyborze męża dla Maryi. Według niej, kandydaci na męża mieli złożyć na noc w Świątyni Jerozolimskiej swoje laski pasterskie. Rano okazało się, że zakwitła laska Józefa, jako znak Bożego wybrania.

Lilia i kątownik oto dwie wzajemnie uzupełniające się natury mężczyzny, którego Biblia nazywa sprawiedliwym. Z jednej strony to siła (fizyczna i duchowa), odwaga i odpowiedzialność, a z drugiej zadziwiająca delikatność i czułość.

                                                                                                                      Renata Wierna

 

 

 

 

13.05.2017 - 100 LECIE OBJAWIEŃ FATIMSKICH

 

Treść objawień Matki Bożej

w Fatimie w 1917 r.

na podstawie Wspomnień Siostry Łucji

tekst zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria     

Fatima, grudzień 2002


 

I. 13 maja 1917 - pierwsze objawienie się Matki Bożej


13 maja 1917 r. bawiliśmy się z Hiacynta i Franciszkiem na szczycie zbocza Cova da Iria. Budowaliśmy murek dookoła gęstych krzewów, kiedy nagle ujrzeliśmy jakby błyskawicę.
- „Lepiej pójdźmy do domu - powiedziałam do moich krewnych. - Zaczyna się błyskać, może przyjść burza".
- „Dobrze!" - odpowiedzieli.

Zaczęliśmy schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi. Kiedy doszliśmy mniej więcej do połowy zbocza, blisko dużego dębu, zobaczyliśmy znowu błyskawicę, a po zrobieniu kilku kroków dalej, ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce. Jaśniała światłem jeszcze jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą. Zaskoczeni tym widzeniem zatrzymaliśmy się.

Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało, lub którym Ona promieniała, mniej więcej w odległości półtora metra.

Potem Nasza Droga Pani powiedziała:
- „Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię!"
- „Skąd Pani jest?" - zapytałam.
- „Jestem z Nieba!"
- „A czego Pani ode mnie chce?"
- „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz".
(Siódmym razem było objawienie już 16 czerwca 1921 r. w przeddzień odjazdu Łucji do Vilar de Porto. Chodzi o objawienie z osobistym orędziem dla Łucji, dlatego nie uważała go za tak ważne).

- „Czy ja także pójdę do nieba?"
- „Tak!"
- „A Hiacynta?"
- „Też!"
- „A Franciszek?"
- „Także, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców".


Przypomniałam sobie dwie dziewczynki, które niedawno umarły. Były moimi koleżankami i uczyły się tkactwa u mojej starszej siostry.
- „ Maria das Neves jest już w niebie?"
- „ Tak, jest". (Zdaje się, że miała jakieś 16 lat.)
- „ A Amelia?"
- „ Zostanie w czyśćcu aż do końca świata". (Sądzę, że mogła mieć 18 do 20 lat.) – (Oczywiście nie trzeba tego brać dosłownie. Do końca świata ma oznaczać bardzo długi czas).
- „ Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba o nawrócenie grzeszników?"
- „ Tak, chcemy!"
- „ Będziecie więc musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą!"


Wymawiając te ostatnie słowa (łaska Boża itd.) rozłożyła po raz pierwszy ręce przekazując nam światło tak silne, jak gdyby odblask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle.


Pod wpływem wewnętrznego impulsu również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie:
- „O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie".

Po chwili Nasza Droga Pani dodała:
- „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!"

Potem zaczęła się spokojnie unosić w stronę wschodu i wreszcie znikła w nieskończonej odległości. Światło, które Ją otaczało zdawało się torować Jej drogę do przestworza niebieskiego. Z tego powodu mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy, jak się niebo otwierało.


Wydaje mi się, że pisząc o Hiacyncie albo w jakimś innym liście już podkreśliłam, że przed Naszą Panią nie mieliśmy strachu, lecz przed nadchodzącą burzą, przed którą chcieliśmy uciec. Ukazanie się Matki Boskiej nie wzbudziło w nas ani lęku, ani obawy, ale było dla nas zaskoczeniem. Gdy mnie pytano, czy odczuwałam lęk, mówiłam „tak", ale to się odnosiło do strachu, jaki miałam przed błyskawicą i przed nadchodzącą burzą; przed którą chcieliśmy uciekać, bo błyskawice widzieliśmy tylko podczas burzy. Błyskawice te nie były jednak właściwymi błyskawicami, lecz odbiciem światła, które się zbliżało. Gdyśmy widzieli to światło, mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy przychodzącą Naszą Dobrą Panią.


Ale Matkę Bożą mogliśmy w tym świetle dopiero rozpoznać, kiedy była już na skalnym dębie. Ponieważ nie umieliśmy sobie tego wytłumaczyć i chcąc uniknąć drażliwych pytań mówiliśmy nieraz, że widzimy, jak przychodzi, a innym razem mówiliśmy, że Jej nie widzimy. Kiedy mówiliśmy „ tak", widzimy Ją jak przychodzi, mieliśmy na myśli światło, które się zbliżało, a którym właściwie była Ona. A jeżeli mówiliśmy, że nie widzimy, jak przychodzi, znaczyło to, że widzieliśmy Ją dopiero, gdy była nad skalnym dębem.

 

 

II. 13 czerwca 1917 - drugie objawienie się Matki Bożej


13 czerwca 1917 r. po odmówieniu różańca z Hiacynta, Franciszkiem i innymi osobami, które były obecne, zobaczyliśmy znowu odblask światła, które się zbliżało (to cośmy nazwali błyskawicą), i następnie ponad dębem skalnym Matkę Bożą, zupełnie podobną do postaci z maja.

- „Czego Pani sobie życzy ode mnie?"
- „Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13 przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Później wam powiem, czego chcę".


Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.
- „Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku".
- „Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba".
- „Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca"
(Tu z pośpiechu Łucja opuściła koniec zdania, który w innych dokumentach brzmi następująco: „Kto je przyjmuje, temu obiecuje zbawienie dla ozdoby Jego tronu").
- „ Zostanę tu sama?" - zapytałam ze smutkiem.
- „Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę, moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga".


W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części światła, które wznosiło się do nieba, a ja w tej, które się rozprzestrzeniało na ziemię. Przed prawą dłonią Matki Boskiej znajdowało się Serce, otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać.
Zrozumieliśmy, że było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia.

To, Ekscelencjo, mieliśmy na myśli, kiedyśmy mówili, że Matka Boska wyjawiła nam w czerwcu tajemnicę. Nasza Pani nie rozkazała nam tego zachować w tajemnicy, ale odczuwaliśmy, że Bóg nas do tego nakłania.

 

 

III. 13 lipca 1917 - trzecie objawienie się Matki Bożej


13 lipca 1917 r. krótko po naszym przybyciu do Cova da Iria do dębu skalnego, gdy odmówiliśmy różaniec z ludźmi licznie zebranymi, zobaczyliśmy znany już blask światła, a następnie Matkę Boską na dębie skalnym.

- „Czego sobie Pani ode mnie życzy?" - zapytałam.
- „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać".
- „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje".
- „Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".


Potem przedłożyłam kilka próśb, nie pamiętam, jakie to były. Przypominam sobie tylko, że Nasza Dobra Pani powiedziała, że trzeba odmawiać różaniec, aby w ciągu roku te łaski otrzymać. I w dalszym ciągu mówiła:
- „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi".


Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.

Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
- „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd. Tego nie mówcie nikomu; Franciszkowi możecie to powiedzieć. Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia".


Nastała chwila ciszy, a ja zapytałam:
- „Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?"
- „Nie, dzisiaj już nie chcę od ciebie niczego więcej".


I jak zwykle uniosła się w stronę wschodu, aż znikła w nieskończonej odległości firmamentu.
 

 

IV. 19 sierpnia 1917 - czwarte objawienie się Matki Bożej

 

13 sierpnia 1917 r. ponieważ już opowiadałam, co tego dnia zaszło, nie będę się powtarzać, ale przechodzę do objawienia według mnie z dnia 15 pod wieczór (Łucja myli się, jeżeli uważa, że objawienie zdarzyło się w tym samym dniu, kiedy wyszli z więzienia z Vila Nova de Ourem. Objawienie miało miejsce w następną niedzielę, tj 19 sierpnia).
Ponieważ wówczas jeszcze nie umiałam odróżnić poszczególnych dni miesiąca, być może, że się mylę. Ale zdaje mi się, że było to tego samego dnia, kiedy wróciliśmy z więzienia z Vila Nova de Ourem.


Kiedy z Franciszkiem i jego bratem Janem prowadziłam owce do miejsca, które się nazywa Valinhos, odczułam, że zbliża się i otacza nas coś nadprzyrodzonego, przypuszczałam, że Matka Boska może nam się ukazać i żałowałam, że Hiacynta może Jej nie zobaczyć. Poprosiłam więc jej brata Jana, żeby po nią poszedł. Ponieważ nie chciał iść, dałam mu 20 groszy; zaraz pobiegł po nią.

Tymczasem zobaczyłam z Franciszkiem blask światła, któreśmy nazwali błyskawicą. Krótko po przybyciu Hiacynty zobaczyliśmy Matkę Boską nad dębem skalnym.
- „Czego Pani sobie życzy ode mnie?"
- „Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria 13 i odmawiali codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".
- „Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?"
- „Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać".
- „Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych".
- „Tak, niektórych uleczę wciągu roku" - i przybierając wyraz smutniejszy powiedziała: - Módlcie, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił".


I jak zwykle zaczęła unosić się w stronę wschodu.

 

 

V. 13 września 1917 - piąte objawienie się Matki Bożej

 

13 września 1917. Kiedy zbliżyła się godzina, przeciskałam się z Hiacynta i Franciszkiem przez tłum ludzi, który nam ledwo pozwalał przejść. Ulice były pełne ludzi. Wszyscy chcieli nas widzieć i rozmawiać z nami. Tam się jeden drugiego nie bał. Wiele osób, nawet zacne panie i panowie przeciskali się przez tłum, który nas otaczał. Padali na kolana przed nami, prosząc, byśmy Matce Bożej przedstawili ich prośby. Inni, którzy nie mogli się do nas dostać, wołali z daleka:
- „Na miłość Boską, proście Matkę Boską, żeby mi wyleczyła mego syna kalekę".
Ktoś inny wołał:
- „Niech wyleczy moje niewidome dziecko". A znowu inny:
- „A moje jest głuche". I znowu inny:
- „Niech mi przyprowadzi z wojny do domu mego męża i mego syna".
- „Niech mi nawróci grzesznika".
- „Niech mnie uzdrowi z gruźlicy" itd.


Tam ukazała się cała nędza biednej ludzkości, niektórzy krzyczeli z drzew, inni z muru, na którym siedzieli, aby nas zobaczyć, gdy przechodziliśmy. Jednym obiecując spełnienie ich życzeń, innym podając rękę, aby mogli się podnieść z ziemi, mogliśmy się dalej posuwać dzięki kilku mężczyznom, którzy nam torowali drogę przez tłum.
Kiedy teraz czytam w Nowym Testamencie o tych cudownych scenach, które się zdarzały w Palestynie, kiedy Pan Jezus przechodził, przypominam sobie te, które jako dziecko mogłam przeżyć na ścieżkach i ulicach z Aljustrel do Fatimy do Cova da Iria. Dziękuję Bogu i ofiaruję Mu wiarę naszego dobrego ludu portugalskiego.
Myślę, że jeżeli ci ludzie na kolana padali przed trojgiem biednych dzieci, jedynie dlatego, że z miłosierdzia Bożego doznały łaski rozmawiania z Matką Boską, to co by dopiero robili, gdyby widzieli przed sobą samego Jezusa Chrystusa? Więc dobrze, ale to wszystko do tego nie należy. Było to raczej poślizgnięcie się pióra w tym kierunku, do którego właściwie nie zmierzałam. Cierpliwości, znowu coś zbędnego! Nie usuwam jej jednak, aby nie niszczyć zeszytu.


Doszliśmy wreszcie do Cova da Iria koło dębu skalnego i zaczęliśmy odmawiać różaniec z ludem.
Wkrótce potem ujrzeliśmy odblask światła i następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
- „Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, żeby uprosić koniec wojny. W październiku przybędzie również Nasz Pan, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmelu, św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, żeby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych serc i ofiar, ale nie chce, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie. Noście go tylko w ciągu dnia".
- „Polecono mi, żebym Panią prosiła o wiele rzeczy: o uzdrowienie pewnego chorego i jednego głuchoniemego".
- „Tak, kilku uzdrowię, innych nie. W październiku uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".



I zaczynając się wznosić, znikła jak zwykle.

 

 

VI. 13 października 1917 - szóste objawienie się Matki Bożej

 

13 października 1917. Wyszliśmy z domu bardzo wcześnie, bo liczyliśmy się z opóźnieniem w drodze. Ludzie przyszli masami. Deszcz padał ulewny. Moja matka w obawie, że jest to ostatni dzień mojego życia, z sercem rozdartym z powodu niepewności tego, co mogło się stać, chciała mi towarzyszyć. Na drodze sceny jak w poprzednim miesiącu, ale liczniejsze i bardziej wzruszające. Nawet błoto nie przeszkadzało tym ludziom, aby klękać w postawie pokornej i błagalnej.
Gdyśmy przybyli do Cova da Iria koło skalnego dębu, pod wpływem wewnętrznego natchnienia prosiłam ludzi o zamknięcie parasoli, aby móc odmówić różaniec. Niedługo potem zobaczyliśmy odblask światła, a następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
- „Czego Pani sobie ode mnie życzy?"
- „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu".
- „Ja miałam Panią prosić o wiele rzeczy: czy zechciałaby Pani uzdrowić kilku chorych i nawrócić kilku grzeszników i wiele więcej".
- „Jednych tak, innych nie. Muszą się poprawić i niech proszą o przebaczenie swoich grzechów".

I ze smutnym wyrazem twarzy dodała:
- „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony".

Znowu rozchyliła szeroko ręce promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. Oto, Ekscelencjo, powód dlaczego
zawołałam, aby ludzie spojrzeli na słońce. Zamiarem moim nie było zwrócenie uwagi ludzi w tym kierunku, gdyż nie zdawałam sobie sprawy z ich obecności. Zrobiłam to jedynie pod wpływem impulsu wewnętrznego, który mnie do tego zmusił.

Kiedy Nasza Pani znikła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca
św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża.

Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy
Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna.
Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską.
 

 


Uwagi końcowe

Oto, Ekscelencjo, historia objawień Matki Boskiej w Cova da Iria w 1917 roku.
Zawsze, gdy z jakiegoś powodu musiałam mówić o nich, starałam się uczynić to jak najzwięźlej z pominięciem intymnych spraw osobistych, bo by mnie to bardzo wiele kosztowało. Ale ponieważ są one Boże, a nie moje, i ponieważ Bóg teraz Waszą Ekscelencję o nie pyta, oddaję je niniejszym. Świadomie nie zatrzymuję niczego, co do mnie nie należy. Wydaje mi się, że brak tylko kilku małych szczegółów odnoszących się do próśb, które przedstawiłam. Ponieważ były to sprawy bardziej materialne, nie miały dla mnie specjalnego znaczenia i być może nie utkwiły mi tak żywo w pamięci. A poza tym było ich tak wiele! Miałam i z tym tyle roboty, aby sobie przypomnieć niezliczone łaski, o które miałam Matkę Bożą prosić, że może tu i tam wślizgnęła się jakaś pomyłka, kiedy np. powiedziałam, że wojna skończy się w tym samym dniu, tj. 13 (Prawdę mówiąc, Łucja nie powiedziała wprost że wojna skończy się w tym samym dniu. Nakłoniona została do tego przez wiele naglących pytań, które jej stawiano).
Wiele ludzi było zdumionych pamięcią, którą Bóg mi raczył dać. Dzięki nieskończonej dobroci Bożej jest to pod każdym względem naprawdę wielki dar. Jednak w nadprzyrodzonych sprawach nie trzeba się dziwić, że tak głęboko odciskają się w pamięci, że po prostu nie można ich zapomnieć. W każdym razie sensu spraw, które one oznaczają, nigdy się nie zapomina, jeżeli Bóg sam nie sprawi, że się je zapomni.

 

 

Święty Józef  - Podatne narzędzie w ręku Boga

Opisowi zwiastowania Maryi odpowiada opis zwiastowania św. Józefowi (Mt 1,18-25). Anioł zapowiada im narodziny Zbawiciela, dodając, że poczęcie Dziecięcia stało się za sprawą Ducha Świętego. Maryja i Józef w podobny sposób wyrażają swoje przyzwolenie na działanie Boże. Maryja zgadza się nosić Jezusa pod swoim sercem, Józef zgadza się na przyjęcie odpowiedzialności za Dziecię i Jego Matkę. Owo podwójne "tak" dało Bogu ludzką przestrzeń, w której mógł się narodzić.

Błogosławiony stan Maryi zaskakuje Józefa i wyrywa go ze świata, w którym żyje. Maryja według Prawa powinna zostawy" znaczy w omawianym fragmencie Ewangelii św. Mateusza "miłosierny". Przykłady miłosiernych Sprawiedliwych znajdujemy w Piśmie Świętym: Saul mówi do Dawida: Tyś sprawiedliwszy ode mnie, gdyż odpłaciłeś mi dobrem, podczas gdy ja odpłaciłem ci złem (1Sm 24,18). Dokładnie o tego rodzaju sprawiedliwości Jezus mówi w Kazaniu na Górze, że jest ona większa od sprawiedliwości uczonych w Piśmie. Tylko taka sprawiedliwość gwarantuje nierutynowe wypełnianie Prawa (Mt 5,20).

Miłość do Maryi mogła się w sercu Józefa przerodzić w żądzę zemsty. Psychologicznie byłoby to zrozumiałe. A jednak dzieje się inaczej. Jego miłość do Maryi dojrzewa do dobroci serca, ukazującej się w posłuszeństwie woli Bożej. Owo dojrzewanie czyni go otwartym na podstawowe przesłanie snu: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus. On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1,20-21). To samo imię, sny i "ratowanie ludu" są elementami łączącymi Józefa z synem Jakuba - Józefem. Ten ostatni umiał nie tylko wyłożyć sny zaniepokojonemu faraonowi, ale także doradzić mu, co należy czynić, aby uratować całe państwo (Rdz 41,32nn), a w dalszej konsekwencji aby uratować także pozostałe dzieci Izraela (Rdz 45,7-8).

Gdy (Józef) powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie (Mt 1,20). U Józefa sen, myślenie i rozważanie przenikają się. Powzięcie myśli nie jest czymś ściśle rozumowym, lecz grecki źródłosłów tego terminu oznacza "skierowane na praktykę?, czyli rozważanie w sercu. Rozważanie, które prowadzi do działania. Ten sam rodzaj rozważania jest obecny w pozostałych dwóch snach i w decyzjach Józefa o ucieczce do Egiptu oraz o powrocie do Palestyny. Mając jasny wgląd w sprawę, Józef nie roztrząsa jej ponownie, lecz działa. Jego milczenie (Józef nie wypowiada ani słowa) jest wyrazem gotowości do działania.

Czegoś więcej o Józefie dowiadujemy się z tak zwanych ewangelii apokryficznych. Szczególne miejsce zajmuje tutaj Protoewangelia św. Jakuba, zredagowana prawdopodobnie w II wieku po narodzeniu Chrystusa. Jej treść znajdujemy w literaturze patrystycznej i w liturgii.

W tym apokryfie występuje opowiadanie, że Maryja jako trzyletnie dziecko została oddana na wychowanie do "świątyni Pańskiej". Z osiągnięciem wieku dwunastu lat nie mogła dłużej tam przebywać. Kapłani postanowili ją oddać w opiekę mężczyzny, który zachowałby jej dziewictwo. Anioł Pański nakazuje więc Zachariaszowi zwołać wszystkich wdowców, a każdy z nich miał przynieść różdżkę. Przybył też Józef (według Protoewangelii Józef był wdowcem i miał syna). Gdy się wszyscy zebrali oraz odmówili należne modlitwy, wtedy z różdżki Józefa wyleciała gołąbka i usiadła na jego głowie. Był to znak, że Maryja ma zostać powierzona właśnie jemu.
W dalszej części Protoewangelia Jakuba nawiązuje do sceny opisanej przez św. Mateusza:

I Józef zdjęty lękiem Bożym wziął ją (Maryję) w swoją opiekę, i rzekł do niej: "Maryjo, wziąłem cię ze świątyni Pańskiej. Teraz zaś zostawiam cię w domu moim. Wychodzę bowiem budować domy, ale przyjdę do ciebie. Pan będzie cię strzegł?. I przyszedł szósty miesiąc dla Maryi, i oto przyszedł Józef ze swej budowy, i wszedł do domu, i zastał ją brzemienną. I uderzył się w twarz, i padł na ziemię na worek, i zapłakał gorzko mówiąc: "Jakim obliczem spojrzę ku Panu Bogu? Jakąż mam za nią zanosić modlitwę? Bo przecież dziewicę wziąłem ze świątyni Pana Boga, i nie ustrzegłem jej! Któż mnie zwiódł? Któż jest tym, co zło uczynił w mym domu? Któż porwał ode mnie dziewicę i skalał ją? Czyżby u mnie powtórzyły się dzieje Adama? Gdy bowiem Adam oddawał się o oznaczonej godzinie uroczystej modlitwie dziękczynnej, wszedł wąż i znalazł Ewę samotną i uwiódł ją i skalał; to samo przydarzyło się i mnie?. I powstał Józef z worka, i zawołał ją i rzekł do niej: "Dlaczegoś to uczyniła ty, którą Bóg miał w szczególnej opiece? Czyż zapomniałaś o Panu twoim Bogu? Dlaczego ty, która wychowana byłaś w świętym świętych, i otrzymywałaś pokarm z ręki anioła, tak upodliłaś swoją duszę??. Ona zaś zapłakała gorzko i rzekła tak: "Czystą jestem i męża nie znam?. I rzekł do niej Józef: "Skądże więc jest to, co znajduje się w twoim łonie?? Ona rzekła na to: "Na Boga żywego, nie wiem, skąd jest to, co znajduje się w łonie moim!? I przeląkł sie wielce Józef i nie nalegał na nią więcej rozważając, co ma z nią uczynić. I rzekł Józef: "Jeśli ukryję jej grzech, zostanę uznany za winnego, gdyż sprzeciwiłem się prawu Pana; jeżeli natomiast okażę ją synom Izraela, lękam się; bo jeśli to, co znajduje się [w jej łonie], pochodzi od anioła, będę winny wydania niewinnej krwi na wyrok śmierci. Cóż więc z nią uczynię?? Tak zastała go noc. I oto anioł Pański ukazał mu się we śnie mówiąc: "Nie lękaj się o tę dzieweczkę. To bowiem, co w niej się znajduje, jest z Ducha Świętego. Porodzi więc tobie syna i nazwiesz go imieniem Jezus - on bowiem wybawi lud swój z jego grzechów?. I powstał Józef ze snu, chwalił Boga Izraela, który dał mu swą łaskę. I dalej strzegł dzieweczki
(M. Starowieyski, Protoewangelia Jakuba, w: Ewangelie apokryficzne, 9,3; 13,1,2,3; 14,1,2).

Mamy przed sobą plastyczne opisy i obfite w słowa dialogi. Opisy te nie są pozbawione swoistych podtonów. Nie odwartościowując ich znaczenia, widzimy jednak, że wzbudzają one mieszane odczucia; u jednych może odczucie wewnętrznego poruszenia, u innych zakłopotania, u jeszcze innych uśmiech zrozumienia. Stary Józef jest bardzo gadatliwy, jego zachowanie jest wystylizowane.

Jako kontrast na nowo odkrywamy teologiczną zwięzłość Ewangelii kanonicznych. W swoim niemówieniu są one o wiele bardziej wymowne aniżeli budowle utworzone z licznych słów. Doceniamy prostotę opowiadania w Ewangelii św. Mateusza, które przez swoją mistrzowską strukturę językową i oszczędność w słowach nie opisuje, lecz wskazuje na rzeczywistość Tajemnicy Boga przychodzącego do ludzi. Chodzi o Tajemnicę, do której nie zbliżymy się żadnym, choćby obrazowo najbardziej rozbudowanym językiem. Może właśnie dlatego Józef nie mówi ani słowa.

O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć - powiedział jeden z najbardziej znanych filozofów XX wieku, który nota bene bardzo dobrze znał Nowy Testament i modlił się jego słowami. Milczenie Ewangelii wskazuje na Tajemnicę. W nauce należy raczej mówić, w kwestiach wiary trzeba czasem milczeć. Z "milczącego", z tego, co nie jest powiedziane, zarysowywuje się nam postać Józefa w jego dobroci i w jego człowieczeństwie, w jego miłości do Dziecięcia i Jego Matki. W językowej oszczędności Ewangelii św. Mateusza widzimy Józefa z jego rozumieniem snów, z jego głęboką świadomością odpowiedzialności za Dziecię i Maryję, za "swój lud". Widzimy człowieka, który nie jest wystylizowanym ideałem, lecz podatnym narzędziem w ręku działającego Boga.

ks. Józef Bremer SJ

 

 

 

 

 

 

 

 

Jubileusz  Galerii

„ Wizerunek świętego Józefa w obrazie i rzeźbie”

 

 

W Kościele Katolickim w sposób szczególny wyróżniamy i pamiętamy tych, którzy swoim życiem,  pozytywną postawą i działalnością w stosunku do Boga i ludzi wyróżniali się znacznie ponad przeciętność. Po długich procesach zostają „wynoszeni na ołtarze”, jako Błogosławieni i Święci i czczeni, jako pośrednicy mogący wspomóc nas w upraszaniu łask u Boga.

 Niedawno, bo w niedzielę 15 stycznia 2017r., w kościele WNMP przy rynku biskupi diecezji opolskiej ks. dr Andrzej Czaja i diecezji gliwickiej ks. dr Jan Kopiec odprawiali koncelebrowaną Mszę Św. w intencji rychłej beatyfikacji Ofki Piastówny, jako pierwszej kandydatki na ołtarze z naszej rodzimej Ziemi Raciborskiej.

 Nasza parafia w Ocicach może się radować specjalnym wyróżnieniem. Posiada z pocztu Świętych patrona swego kościoła – św. Józefa – który, jak to pięknie ujęto w pieśni „Duszo moja, niech pieśń twoja… …On w świętości i czystości po Maryi pierwszy był”. Stąd też formy uczczenia pamięci św. Józefa w naszej parafii były zawsze bardzo żywe i dostosowane do ducha czasu.

 Wraz z nadejściem ery komputeryzacji już od wielu lat nasza parafia może szczycić się prowadzeniem bardzo interesującej parafialnej gazetki internetowej „Święty Józef“ do znalezienia w Internecie pod adresem www.parafiaocice.pl
 

Gazetka ta posiada również rozdział „Galeria”, w którym dotychczas ukazało się już łącznie 163 tematów, zbiorów fotografii z ważniejszych uroczystości parafialnych (pierwsze z uroczystości Bożego Ciała w 2007 r.).

 W galerii znajduje się album stale do dnia dzisiejszego uzupełniany pod tytułem „Wizerunek św. Józefa w obrazie i rzeźbie”. Album tej galerii w zeszłym miesiącu obchodził mały jubileusz – pięciolecia istnienia oraz przekroczenia liczby 200 sztuk umieszczonych tam fotografii związanych z patronem naszego kościoła, na obrazach i rzeźbach znajdujących się w kościołach na całym świecie. Fotografie te są różnej jakości, wykonywane przez amatorów czcicieli św. Józefa, z naszej parafii i poza nią.

 Pod koniec pięciolecia istnienia wspomnianego albumu, warto dokonać krótkiego bilansu.

Otóż album ten ujmuje obecnie 205 fotografii wykonanych w 13 krajach świata, na trzech kontynentach. Najwięcej, bo 124 zdjęć to ujęcia wykonane w Polsce, 43 ujęcia pochodzą z Niemiec i 21 z Czech.

Autorami zdjęć jest 36 osób w tym 16 z zagranicy. Na ogół są to zdjęcia wizerunków Świętego w rzeźbach  (97 zdjęć), oraz jego obrazów (93 zdjęcia). Są  też dwie mozaiki,  jedenaście witraży, jak również „Hotel św. Józefa” (w Einsiedeln – Szwajcaria) i dzwon św. Józefa w dzwonnicy parku pałacowego w Kamieniu Śląskim.

 „De gustibus non est disputandum” – nie można dyskutować nad najładniejszym lub najlepszym zdjęciem. Ale jeżeli ustali się pewne kryteria oceny, wtedy można się pokusić o dobranie najbardziej tym kryteriom odpowiadające fotografie.

                                            

 

 

 

                                     Z dalszego od nas odległego zakątka, bo z Brisbane w Australii wysłano nam fotografię
                                                                        rzeźby z katedry św. Stefana (123 kolejne zdjęcie w galerii.)
                                                                                   Zdjęcie wykonała córka naszej rodaczki z Krzanowic.

 

    

 

 

 

                     Może ze względu na egzotykę materiału z którego wykuto płaskorzeźbę (sól kamienna)
           oraz miejsce ekspozycji – podziemna kaplica św. Kingi w Wieliczce stojąca
  pod ochroną UNESCO jako zabytek kultury światowej,
  należy wyróżnić zdjęcie które wykonał dla nas protestant z miasta  
Schwerin   w Mecklenburgii (Niemcy). (zdjęcie nr.173.)

 

 

                          

 Najbardziej nowoczesne, modernistyczne ujęcie św. Józefa,
                     z podkreśleniem jego funkcji jako orędownika naszych powszechnych ludzkich potrzeb
                           pochodzi z kościoła św. Józefa, poświęconego dopiero w roku 1956    
w Siegburg (Nadrenia – Westfalia, Niemcy).
                                Świętego surrealistycznie przedstawiono   z wielkim uchem, zamienionego w słuch,
                             przyjmującego bolączki świata (zdjęcie nr.150.).

  

                                                

 

                                                                                Dla nas parafian, szczególną wymowę powinna mieć mała płaskorzeźba
                                                                    z ceramiki (zdjęcie nr.23), którą świątobliwy prałat, ks. proboszcz Gade trzymał 
                                                     na szafce przy łóżku. Bowiem w swoich nabożeństwach do patrona naszego kościoła,
                                                                         stale podkreślał również jego orędownictwo, jako opiekuna umierających.

 

 

 

Redakcja parafialnej gazetki internetowej nadal zaprasza wszystkich a szczególnie młodzież obznajomioną z techniką wykonywania fotografii cyfrowych do współpracy w uzupełnianiu zbioru galerii o dalsze zdjęcia wizerunku naszego  patrona świętego Józefa.

 Zdjęcia te prosimy przesłać drogą mailową na adres danuta.hopko@wp.pl z podaniem gdzie i przez kogo zostało wykonane, oraz o ile to możliwe bliższe dane na temat fotografowanego obiektu (kto i kiedy namalował obraz lub wyrzeźbił figurę przedstawiające św. Józefa).

 „Vivat, crescat, floreat” – życzymy co najmniej na dalsze pięć lat galerii św. Józefa w naszej parafialnej gazetce internetowej !

 

    Opracował: J. Gonschior wraz z D. Hopko

 

*******************************************************************

****************************************

********************

 

 

 

 

Jubiläum der Galerie

Bildnis des Hl. Joseph in Bildern und Skulpturen”

 

In der Katholischen Kirche ehrt und gedenkt man besonders Denjenigen, die mit ihrem Leben, mit einer positiven Einstellung und Tätigkeit zu Gott und für die Menschen sich auszeichnen. Nach langen Verfahren werden Sie „auf die Altäre“ als Selige und Heilige erhoben, als Vermittler und Fürsprecher die  bei Gott uns unterstützen in unseren Bitten um weitere Gnaden.

Unlängst, weil am Sonntag den 15 Januar 2017, in der Liebfrauenkirche am Ring zelebrierten die Bischöfe der Diözese Oppeln Dr. Andrzej Czaja und der Diözese Gleiwitz  Dr. Jan Kopiec eine Hl. Messe in dem Anliegen einer baldigen Seligsprechung  von  Euphemie, einer Tochter des Piastenfürsten. Sie wäre die erste Kandidatin für „die Altäre“ aus unserem Ratibor Stadt und Land.

 Unsere Pfarrgemeinde  Ottitz kann sich besonders bevorzugt fühlen. Sie besitzt aus dem Gefolge der Heiligen, den Hl. Joseph als den Schutzpatron unserer Kirche Er folgt der Hl. Maria, sie nimmt die erste Stelle der Heiligen in der Kirche ein. Deswegen waren in unserer Pfarrgemeinde die Andachten zum Hl. Joseph immer, entsprechend dem Geist der Zeit, sehr lebhaft besucht. Seit das Zeitalter der Computer begonnen hat, besitzt schon viele Jahre unsere Pfarrgemeinde ein interessantes Internet Pfarrblatt

Święty Józef” (Heiliger Joseph). Es ist unter dem Link www.parafiaocice.pl zu finden. Diese Zeitung besitzt auch ein Kapitel „Galeria“, das bis jetzt 163 Themen beinhaltet. Es sind Fotoalbums mit Aufnahmen aus wichtigeren Gemeindefeiern (das erste von Fronleichnam 2007).

 In der Galerie befindet sich auch ein Album, das bis heute weiter aufgefüllt wird. Es hat dem Titel „Wizerunek św. Józefa w obrazie i rzeźbie” (Bildnis des Hl. Joseph in Bildern und Skulpturen). Diese Sammlung in der Galerie feierte im letzten Jahresmonat ein kleines Jubiläum, fünf Jahre des Bestehens der Sammlung und besitzt 200 Fotografien. Auf ihnen  befinden sich Darstellungen des Schutzpatrons unserer Kirche aus Gotteshäusern von der ganzen Welt. Diese Fotos haben unterschiedliche Qualität, gemacht von Amateuren, Verehrern des Hl. Josef aus unserer Gemeinde, aber auch von anderen Pfarreien.

Aus Anlass des fünfjährigen Bestehens dieses Albums bittet sich an, eine kurze Bilanz zu ziehen. 

Dieses Album enthält zurzeit 205 Fotografien aus 13 Ländern der Welt, aus drei Erdteilen. Die meisten 124 Fotos stammen aus Polen, 43 Aufnahmen aus Deutschland und 21 aus Tschechien.

Die Bilder stammen von 36 Fotografen, 16 Personen sind Ausländer.

Am zahlreichsten (97 Bilder) wurden Skulpturen des Heiligen Joseph fotografiert und 93 Aufnahmen seine Darstellungen auf Gemälden. Es gibt aber auch Bilder von zwei Mosaiken, elf Glasfenstern, wie auch eines „Hotel Hl. Josef“ in Einsiedeln (Schweiz) und einer Josephglocke vom Glockenturm in Groß Stein (Oberschlesien).

  „De gustibus non est disputandum” – man soll nicht streiten über ein schönstes oder bestes Foto. Wenn man aber gewisse Auswahlkriterien festlegt, kann man die beste Fotografie aussuchen, die dieses Kriterium erfüllt.

  

 

 

Aus der weitesten von uns entfernten Ort, aus Brisbane in Australien,
schickte man uns das Foto einer Skulptur aus dem dortigen St. Stefansdom
(das 123 laufende Foto im Album).
Die Aufnahme machte die Tochter einer Landsmännin aus Kranowitz, Kreis Ratibor

 

 

   

 

Vielleicht wegen der Exotik des Materials (Steinsalz)
sollte man das Flachrelief  „Flucht aus Ägypten“
aus der  unterirdische Kapelle der Hl. Kinga in Wieliczka (Kulturwelterbe UNESCO ) auszeichnen.
 Zur Verfügung stellte dieses Foto (Nummer 173) ein Besucher aus Schwerin (Deutschland).

 

 

   

Neuartig mit Hervorhebung seiner Funktion als  Befürworter
zeigt sich die Skulptur des Heiligen aus der St. Josefkirche in Siegburg (Deutschland),
 die erst im Jahre 1956 geweiht wurde. Hier wird Er surrealistisch mit einem großen Ohr dargestellt,
der sich allen Wehen der Welt annimmt. Das Bild Nr.150. machte ein in Bunzlau (Niederschlesien)
gebürtiger Landsmann, der jetzt in Siegburg lebt.

 

 

  

Für uns Gemeindemitlieder der St. Josefkirche in Ratibor-Ottitz
 hat eine besondere Bedeutung ein kleines Flachrelief aus Ton (Bild Nr. 23),
dass beim gottesfürchtigen Prälat Pfarrer Bernhard Gade auf seinem Nachttisch stand.
 In seinen Andachten zum Hl. Joseph unterstrich er immer,
dass dieser Heiliger auch ein besonderer Befürworter bei Gott für die Sterbenden ist.

 

 

 

 Die Redaktion der Internet – Pfarrgemeindezeitung bittet weiter alle, besonders die Jugend die doch jetzt mit ihren Mobiltelefonen auch schon gute Fotografien machen kann, zur Zusammenarbeit bei dem weiteren Ausbau  der Sammlung zum Fotoalbum der Galerie mit Bildnissen des Hl. Joseph auf.

 Die Bilder bitten wir als Anhang zur elektronischen Post an die Adresse danuta.hopko@wp.pl zu schicken. Dabei bitte zugeben, wo (in welcher Kirche, in welcher Stadt), und von wem das Foto gemacht wurde. Falls möglich, bitte auch noch zusätzliche Angaben machen über die Skulptur oder Gemälde (Namen des Künstlers, wann ist das Kunstwerk entstanden,  nähere Angaben über die Kirche und ähnliches)

 „Vivat, crescat, floreat” –  wünschen wir wenigstens für weitere fünf Jahre der Hl. Joseph  Galerie in unserer Internetzeitung.

   

                                                                                                   Bearbeitung: Dr.J. Gonschior und D.Hopko                                                                                              

 

 

Wyjątkowa tradycja.

 

W wielu parafiach należy do tradycji, raz w roku, odprawianie Mszy Św.  w intencji członków niektórych grup zawodowych, np. górników w dniu św. Barbary 4. grudnia, lub cieśli i stolarzy w dniu św. Józefa 19. marca.

W naszej parafii, od zarania, tj. od czasu wybudowania „Stadtrandsiedlung” czyli Ocic Południowych, określanych powszechnie jako „Ocic po stronie szkoły”, zachowała się do dziś dodatkowa tradycja - odprawianie w okresie Bożego Narodzenia Mszy Św. w intencji I i II Oddziału Budowlanego, a następnie dla III i IV Oddziału Budowlanego. Skąd się to wzięło?

Otóż budowę ocickiego osiedla rozpoczęto od domów  przy dzisiejszej ulicy Wałbrzyskiej,  określony jako „ I Bauzug” (pierwszy oddział budowlany).

  Drugi ciąg budowlany ( „II Bauzug”) nazwano budowane prawie równolegle w czasie domki przy ulicy Wesołej, przy czym obejmował on tylko odcinek od ulicy Opawskiej do ul. Tuwima.

„III Bauzug” to ulica Kolonialna i „IV Bauzug” to dzisiejsza ulica Kołłątaja.

Nazwy ulic zaczerpnięto następnie z bardzo popularnej piosenki dla dzieci „Alle Vögel sind schon da” („wszystkie ptaki już przyleciały”) do której słowa napisał Hoffmann von Fallersleben, bibliotekarz  hrabiego raciborskiego z Rud. Tak więc kolejno nazwano ulice:

- Wałbrzyską -  Kosowa (Amselweg)

- Kolonialną   -  Drozdowa (Drosselweg),

- Wesołą         -  Ziębowa (Finkenweg)

- Kołłątaja       - Szpakowa (Starweg)

Początkowo intencję mszalną formułowano „für die Lebenden und Verstorbenen des I und II Bauzuges”,czyli  „budowniczych I i II” oddziału budowlanego”. Pod tym określeniem kryli się inwestorzy, którzy zarazem angażowali się fizycznie jako wykonawcy, oraz przez nich opłacani pomocnicy (każdy inwestor musiał zatrudnić co najmniej jednego „Handlanger” czyli pomocnika w czasie budowy). Miasto udzielało kredytu w wysokości 2000 DM, spłacany w następnych latach przez mieszkańców ( nie wszyscy do końca wojny z tym zdążyli).

Teraz intencję nieco zmodyfikowano, dostosowując  ją do obecnego stanu. Mianowicie modlimy się za wszystkich mieszkańców, żyjących i zmarłych, którzy kiedykolwiek przy ulicach tych oddziałów budowlanych mieszkali.

Po 80 latach oczywiście nikt z ówczesnych budowniczych już nie żyje, a przemieszczenia ludności, szczególnie związane z zakończeniem Drugiej Wojny Światowej, spowodowało, iż z drugiego pokolenia (synowie, córki budowniczych) mieszkają na swej ojcowiźnie tylko jednostki (na Wałbrzyskiej z 25 rodzin inwestorskich już jedynie tylko jedna osoba, na dalszych trzech ulicach po dwie osoby na każdej z ulic).

 

Podziękowania należy się wielu zaangażowanym parafianom za podtrzymywanie  tej oryginalnej tradycji, a szczególnie wszystkim księżom proboszczom, począwszy od księdza Gadego aż po dzisiejszego księdza Krystiana.

Bo tradycja nie oznacza żeby tylko zabezpieczyć jej popielisko, lecz  by żywy jej płomień przekazywać dalszym pokoleniom!

„Tradycja nie czci popiołów. Ona podsyca ogień przekazywany dalej”

Josef Gonschior

 

 

Święci mówią o Różańcu

 

św. o. Pio (1887-1968)

Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi.Podajcie mi moją broń - mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. - Tym się zwycięża szatana - wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec.

św. Jan Maria Vianney (1786-1859)
Jedno tylko Zdrowaś Maryjo dobrze powiedziane wstrząsa całym piekłem.
św. Josemaría Escrivá (1902-1975)

żaniec Święty to potężna broń. Używaj jej z ufnością, a skutek wprawi cię w zadziwienie.
św. Ludwik Maria Grignion de Montfort (1673-1716)

"Obleczcie się w zbroję Bożą"(Ef 6,11), przyodziejcie zbroję Różańca św., a zmiażdżycie głowę szatana, oprzecie się wszystkim jego pokusom.


św. Jan Bosko (1815-1888)

Niezliczone są łaski z nieba, które otrzymano wskutek tej modlitwy. Za pomocą Różańca św. zwyciężone zostały herezje, naprawione obyczaje, oddalone zarazy, zakończone wojny, odzyskane oraz zachowane cnoty czystości, a ponadto obronione dusze przed wszelkim zasadzkom szatana.
żaniec jest przedłużeniem Zdrowaś Maryjo, którym można uderzyć, zwyciężyć i zniszczyć wszystkie piekielne moce.


 


św. Maksymilian Maria Kolbe (1894-1941)
żaniec jest strzelaniem do szatana!

 

Siostra Łucja z Fatimy
żaniec jest najpotężniejszą bronią, jaką możemy się bronić na polu walki.
 

Polski cud różańcowy w czasie II wojny światowej

POTĘGA RÓŻAŃCA PRZED WYSTAWIONYM NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

Działo się to w Polsce w czasie II wojny światowej. Ciągle trzeba o tym mówić, szczególnie młodzieży, co czynili Niemcy w Polsce w czasie II wojny. Jakiej ruinie uległa cała Polska; spalone wioski, miasta, zniszczone fabryki. Ile milionów ludzi zginęło w Polsce w czasie wojny (35 mln Polaków było w 1939r. 23 mln W 1945r.). Ludzie ginęli na frontach wojny, podczas bombardowań miast i wsi, ginęli w obozach koncentracyjnych, więzieniach, byli rozstrzeliwani, wieszani na ulicach, ginęli od mrozu, głodu w obozach śmierci. Pojawienie się żołnierzy niemieckich w jakiejś miejscowości oznaczało śmierć nawet wielu mieszkańców. Bardzo często żołnierze niemieccy, którzy przyjechali do jakiejś miejscowości strzelali do napotkanych na ulicy ludzi tak jak do zwierząt w lesie. Są w Polsce miejscowości, parafie, które straciły nawet do 60 80% mieszkańców.

JEST TYLKO JEDNA PARAFIA W POLSCE, KTÓREJ MIESZKAŃCY NIE ZAZNALI W/W NIESZCZĘŚĆ I TRAGEDII

Nikt z tej parafii nie zginął w czasie wojny!
–Wszyscy
żołnierze powrócili z wojny do swoich rodzin!
–Przez ca
ły czas wojny, żaden Niemiec nie przekroczył granicy tej parafii!
TO JEST CUD! Jak to si
ę stało, że ta parafia doznała tego cudu?

Parafia ta nazywa się Garnek. Leży w centrum Polski, około 70 km od Warszawy. W 1939r. liczyła 7 tys. mieszkańców. Dnia 1.IX. 1939r. gdy Niemcy zaatakowały Polskę w parafii w/w proboszczem był bardzo mądry i pobożny kapłan. W tym tragicznym dniu w tamtejszym kościele zgromadziło się trochę ludzi na Mszy świętej był to pierwszy piątek miesiąca.

Proboszcz do zgromadzonych w kościele ludzi powiedział wtedy takie słowa: Dziś Niemcy pod wodzą Hitlera zaatakowały Polskę. Hitler to człowiek opętany przez szatana. Hitler wyrządzi straszliwe zło Polsce i całej Europie. Zginą miliony ludzi, Europa ulegnie wielkiemu zniszczeniu. Czy jest jakiś ratunek? Czy możemy uniknąć śmierci, uratować nasze domy, gospodarstwa, zakłady pracy ? Tak, jest ratunek ! Tym ratunkiem jest różaniec przed wystawionym w monstrancji Najświętszym Sakramentem ! Od dzisiaj, aż do końca wojny, (nie wiemy ile będzie trwać ta wojna), każdego dnia w naszym kościele będzie odmawiany Różaniec przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Zapraszam wszystkich każdego dnia na to nabożeństwo".

Wojna trwała 6 lat, Różaniec w kościele trwał 6 lat. Proboszcz podał ludziom godz. nabożeństwa. Na to nabożeństwo ludzie zaczęli przychodzić. Odmawiali cząstkę Różańca (5 tajemnic) po Różańcu proboszcz udzielał błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. Początkowo ludzi było niewiele, ale w miarę upływu wojny przychodziło coraz więcej. Kościół codziennie był zapełniony ludźmi. Gdy spostrzeżono, jaka jest potęga tego nabożeństwa, tzn. że nikt z tej parafii nie zginął (w innych zginęło już wielu), na Różaniec codziennie gromadziło się tyle ludzi, że kościół nie mógł wszystkich pomieścić!

Nie było w Polsce miejscowości, do której by nie dotarli żołnierze niemieccy w czasie wojny. Nawet do najdalej położonych wiosek, 300 400 km od Warszawy. Docierali nawet do tych wiosek, które nie miały szosy (dojeżdżali końmi), a ta parafia jest w centrum Polski, tak blisko Warszawy.

A więc: JAK WIELKA JEST POTĘGA MODLITWY RÓŻAŃCOWEJ W KOŚCIELE PRZED WYSTAWIONYM NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM!

Z tej parafii przed IX 1939r. wielu młodych mężczyzn zostało zmobilizowanych do wojska. Jedni walczyli (we wrześniu 1939r) z Niemcami, inni z Rosjanami. Nikt z nich nie zginął na froncie! Część z nich wróciła do domów po ustaniu walk, część dostała się do niewoli. Jedni byli w obozach niemieckich, inni w rosyjskich, również na dalekiej Syberii. Wszyscy powrócili do swoich rodzin ! A więc cudowną opieką w/w modlitwy zostali otoczeni żołnierze z tej parafii, którzy byli nawet kilkanaście tys. km od niej (Syberia).

Jak to wszystko zrozumieć? Jak to wszystko wytłumaczyć? Można stwierdzić z całą pewnością, że Różaniec w kościele przed wystawionym w monstrancji Najświętszym Sakramentem jest wielką potęgą. Okazał się silniejszy, niż wszystkie bomby, czołgi, armaty, karabiny maszynowe itp. Silniejszy niż cała potęga hitlerowskich Niemiec.

Czy tylko w czasie wojny? A czy dziś nie ma już tej samej mocy, potęgi, skuteczności w innych dziedzinach ludzkiej egzystencji?

Wstępną informację podał +ks. Bp Zbigniew Kraszewski na spotkaniu Kapłańskiego Ruchu Maryjnego.

„Różaniec to Credo, które stało się modlitwą"

(bł. John Henry Newman).

św. Józef Sebastian Pelczar (1842-1924)

Dworzanie noszą u boku miecz, aby bronić swej królowej. Podobnie dworzanie Maryi winni przypasać miecz, aby bronić czci swojej Królowej, a tym mieczem jest różaniec.[...] Różaniec jest wędką, którą Maryja łowi grzeszników i z morza nieprawości wyciąga na brzeg miłosierdzia. Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala.

św. Filip Neri (1515-1595)

Jeśli sługa Boży wśród wielu pokus i okazji do złego chce wytrwać w dobrym, niech sobie obierze za Patronkę u Syna Bożego Pannę Błogosławioną, czci Ją świętym Różańcem, jeśli zaś nie może Różańca odmówić, to niech przynajmniej na różańcu zamiast Zdrowaś Maryjo mówi: Panno Maryjo Matko Boża, módl się za mną do Jezusa.

św. Ludwik Maria Grignion de Montfort (1673-1716)

"Obleczcie się w zbroję Bożą"(Ef 6,11), przyodziejcie zbroję Różańca św., a zmiażdżycie głowę szatana, oprzecie się wszystkim jego pokusom.

św. Jan Bosko (1815-1888)

Niezliczone są łaski z nieba, które otrzymano wskutek tej modlitwy. Za pomocą Różańca św. zwyciężone zostały herezje, naprawione obyczaje, oddalone zarazy, zakończone wojny, odzyskane oraz zachowane cnoty czystości, a ponadto obronione dusze przed wszelkim zasadzkom szatana.
żaniec jest przedłużeniem Zdrowaś Maryjo, którym można uderzyć, zwyciężyć i zniszczyć wszystkie piekielne moce.

Służebnica Boża Paulina Jaricot (†1862) założycielka Żywego Różańca:

Otoczmy nasze umysły i serca różańcem jak puklerzem nie do przebicia; niech nas zjednoczy ściślej niż kiedykolwiek miłością Jezusa Chrystusa i niech przez naszą  gorliwość różaniec stanie się dla naszych miast i wsi, gdzie wiara rzuca jeszcze trochę blasku, jakby kordonem sanitarnym, który ogranicza zarazę.

św. Maksymilian Maria Kolbe (1894-1941)
żaniec jest strzelaniem do szatana!