Parafia p.w. Św. Józefa

 
   

 

POWRÓT

 

 

 

 

 

VARIA

 

          Sierpień  - warto wiedzieć

Sierpień  ósmy miesiąc w roku wg używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma  ma 31 dni. . Nazwa miesiąca (wg Brucknera ,dawniej sirzpień) pochodzi od używanego w żniwach sierpa. Inna nazwa to stojączka. Łacińska nazwa Augustus, zapożyczona przez większość języków europejskich, nadana została na cześć cesarza Oktawiana Augusta, przedtem miesiąc ten nazywał się Sextilis.

 

   

 

 

 

 

Myśl na dzisiejszy dzień

 

 

 

 

 

 

Chwytaj cudowne chwile, ile pomieszczą dłonie,
chwytaj w otwarte serce, każdy słoneczny promień.
Ten nowy dzień, który wstaje i zapach lata cudowny,
i ciepłe słowa ludzi co życzą, by ten dzień był dobry.

 

 

 

 

 

  

 

 

11 sierpnia - Imieniny Pani Klary       

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Naszej kochanej  Pani Klarze
 z okazji Imienin
życzymy dużo, dużo zdrowia, wszelkiej pomyślności
oraz wiele błogosławieństwa Bożego na każdy dzień.
 Serdecznie dziękujemy za pamięć i wsparcie modlitewne.

Wdzięczni Ociczanie

 

 

 

 

11 sierpnia - Święta Klara, dziewica

 




Klara urodziła się w Asyżu w 1193 lub 1194 r. Była najstarszą z trzech córek pana Favarone z rycerskiego rodu Offreduccio i jego żony Ortolany. Jej matka, podczas ciąży, w trakcie modlitwy usłyszała słowa: "Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!" Pod wpływem tych słów nadała dziewczynce imię Klara (z języka łacińskiego clara - jasna, czysta, sławna).

Klara wzrastała w atmosferze miłości i pobożności. Gdy miała 12 lat, w Asyżu zaczął swą działalność Jan Bernardone, przyszły św. Franciszek. Z czasem zaczął zdobywać ludzi, którzy poświęcali swe życie Bogu. Klara często spotykała się z nim, by zrozumieć jego słowa. Rodzice, zamożni mieszczanie, daremnie dwa razy usiłowali wydać córkę za mąż. Klara poprosiła bowiem Franciszka, by zwrócił się z prośbą do biskupa Asyżu, aby mogła stać się siostrą Braci Mniejszych. W Niedzielę Palmową 28 marca 1212 r. z całą rodziną poszła do pobliskiego kościoła. Po poświęceniu palm każdy odbierał palmę z rąk biskupa. Biskup Gwidon podszedł jednak sam do Klary i wręczył jej palmę - był to umówiony wcześniej znak zgody. Tej samej nocy dziewczyna wymknęła się z domu, by oddać życie Chrystusowi. Z rąk św. Franciszka otrzymała zgrzebny habit i welon zakonny. Po pewnym czasie przyłączyła się do niej jej siostra, bł. Agnieszka.

 Klara odmówiła powrotu do domu swoim krewnym, którzy przyjechali, by ją do tego przekonać. Franciszek wystawił siostrom mały klasztor przy kościółku św. Damiana. Pierwszą jego ksienią została Klara. Franciszek bardzo cieszył się z powstania tej rodziny żeńskiej. Kiedy bowiem bracia byli zajęci życiem apostolskim, siostry miały dla nich stanowić zaplecze pokuty i modlitwy. Zakon nosił nazwę Pań Ubogich, potem nazwano je II Zakonem, a popularnie klaryskami. W 1215 roku Innocenty III nadał zakonowi Klary "przywilej ubóstwa". Siostry nie mogły posiadać żadnej własności, a powinny utrzymywać się jedynie z pracy swoich rąk. Odtąd San Damiano stało się kolebką nowego Zakonu. Wstępowały do niego głównie córki szlacheckie, pozostawiając wszystko i wybierając skrajne ubóstwo.

 Swoje żarliwe modlitwy Klara wspierała surowym życiem, częstymi postami i nocnymi czuwaniami. Dokonywała już za życia cudów - cudownie rozmnożyła chleb dla głodnych sióstr, uzdrawiała je, wyjednała im opiekę Jezusa. Pod koniec życia doznała cudownej łaski; kiedy bowiem nadeszła noc Narodzenia Pańskiego, osłabiona i chora Klara pozostała na swym posłaniu. Otrzymała jednak łaskę widzenia i słyszenia Pasterki, odprawianej w pobliskim kościele z udziałem Franciszka i jego braci. Z tego też powodu św. Klara została patronką telewizji. Po śmierci św. Franciszka cały trud utrzymania zakonu spadł na jej barki.
Klara w klasztorze św. Damiana żyła przez 42 lata. Wyczerpujące posty, umartwienia i czuwania spowodowały, że 11 sierpnia 1253 r. umarła. Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył papież Innocenty IV. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka. Już dwa lata później Aleksander IV, po zebraniu koniecznych materiałów kanonizacyjnych, ogłosił ją świętą. Papież dokonał jej uroczystej kanonizacji w Anagni w 1255 roku.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Klarę z monstrancją w ręku. Podanie bowiem głosi, że w czasie najazdu Saracenów na Asyż Klara miała ich odstraszyć Najświętszym Sakramentem, który wyniosła z kościoła. Blask płynący z Hostii miał jakoby porazić wroga i zmusić go do ucieczki. Legenda powstała zapewne na tle szczególnego nabożeństwa, jakie miała św. Klara do Eucharystii.

 

artykuł zaczerpnięto z ILG Czytelnia

 

 

Święty z kątownikiem i liliami

Św. Józef, tak ważna postać Nowego Testamentu, dwukrotnie wspominany w liturgii Kościoła katolickiego (19 marca i 1 maja), chyba wciąż jest za mało doceniany w naszej pobożności prywatnej i parafialnej. W kościele św. Bartłomieja Apostoła w Burgrabicach znajdują się aż trzy przedstawienia św. Józefa, co świadczy o tym, że na przestrzeni dziejów w parafii był żywy kult tego Świętego.

Najstarsze przedstawienie, to fresk na plafonie kościoła (XVI wiek), przedstawiający św. Józefa z liliami i kątownikiem stolarskim. Z 1872 roku pochodzi obraz „Śmierć św. Józefa” (znajduje się w ołtarzu bocznym), namalowany przez Augusta Rongego, malarza z Burgrabic. Obok na ścianie, wisi przedstawienie św. Józefa jako nauczyciela Małego Jezusa.

Zadziwiające jest przedstawienie na plafonie sufitowym. Oto artysta ukazał św. Józefa jako mężczyznę dobrze zbudowanego, w sile wieku, z kątownikiem stolarskim, podkreślając tym, że choć pochodził z rodu królewskiego (z rodu Dawida), to całe życie ciężko pracował fizycznie. Ale w tej samej dłoni św. Józef trzyma kwiat lilii, delikatny i kruchy.

Biała lilia jest symbolem jego czystości i sprawiedliwości. Podkreśla to też łaciński napis na fresku, zaczerpnięty z Ewangelii (Mt 1,19). Ale pośrednio lilia nawiązuje także do apokryficznej legendy o wyborze męża dla Maryi. Według niej, kandydaci na męża mieli złożyć na noc w Świątyni Jerozolimskiej swoje laski pasterskie. Rano okazało się, że zakwitła laska Józefa, jako znak Bożego wybrania.

Lilia i kątownik oto dwie wzajemnie uzupełniające się natury mężczyzny, którego Biblia nazywa sprawiedliwym. Z jednej strony to siła (fizyczna i duchowa), odwaga i odpowiedzialność, a z drugiej zadziwiająca delikatność i czułość.

                                                                                                                      Renata Wierna

 

 

 

 

13.05.2017 - 100 LECIE OBJAWIEŃ FATIMSKICH

 

Treść objawień Matki Bożej

w Fatimie w 1917 r.

na podstawie Wspomnień Siostry Łucji

tekst zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria     

Fatima, grudzień 2002


 

I. 13 maja 1917 - pierwsze objawienie się Matki Bożej


13 maja 1917 r. bawiliśmy się z Hiacynta i Franciszkiem na szczycie zbocza Cova da Iria. Budowaliśmy murek dookoła gęstych krzewów, kiedy nagle ujrzeliśmy jakby błyskawicę.
- „Lepiej pójdźmy do domu - powiedziałam do moich krewnych. - Zaczyna się błyskać, może przyjść burza".
- „Dobrze!" - odpowiedzieli.

Zaczęliśmy schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi. Kiedy doszliśmy mniej więcej do połowy zbocza, blisko dużego dębu, zobaczyliśmy znowu błyskawicę, a po zrobieniu kilku kroków dalej, ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce. Jaśniała światłem jeszcze jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą. Zaskoczeni tym widzeniem zatrzymaliśmy się.

Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało, lub którym Ona promieniała, mniej więcej w odległości półtora metra.

Potem Nasza Droga Pani powiedziała:
- „Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię!"
- „Skąd Pani jest?" - zapytałam.
- „Jestem z Nieba!"
- „A czego Pani ode mnie chce?"
- „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz".
(Siódmym razem było objawienie już 16 czerwca 1921 r. w przeddzień odjazdu Łucji do Vilar de Porto. Chodzi o objawienie z osobistym orędziem dla Łucji, dlatego nie uważała go za tak ważne).

- „Czy ja także pójdę do nieba?"
- „Tak!"
- „A Hiacynta?"
- „Też!"
- „A Franciszek?"
- „Także, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców".


Przypomniałam sobie dwie dziewczynki, które niedawno umarły. Były moimi koleżankami i uczyły się tkactwa u mojej starszej siostry.
- „ Maria das Neves jest już w niebie?"
- „ Tak, jest". (Zdaje się, że miała jakieś 16 lat.)
- „ A Amelia?"
- „ Zostanie w czyśćcu aż do końca świata". (Sądzę, że mogła mieć 18 do 20 lat.) – (Oczywiście nie trzeba tego brać dosłownie. Do końca świata ma oznaczać bardzo długi czas).
- „ Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba o nawrócenie grzeszników?"
- „ Tak, chcemy!"
- „ Będziecie więc musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą!"


Wymawiając te ostatnie słowa (łaska Boża itd.) rozłożyła po raz pierwszy ręce przekazując nam światło tak silne, jak gdyby odblask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle.


Pod wpływem wewnętrznego impulsu również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie:
- „O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie".

Po chwili Nasza Droga Pani dodała:
- „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!"

Potem zaczęła się spokojnie unosić w stronę wschodu i wreszcie znikła w nieskończonej odległości. Światło, które Ją otaczało zdawało się torować Jej drogę do przestworza niebieskiego. Z tego powodu mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy, jak się niebo otwierało.


Wydaje mi się, że pisząc o Hiacyncie albo w jakimś innym liście już podkreśliłam, że przed Naszą Panią nie mieliśmy strachu, lecz przed nadchodzącą burzą, przed którą chcieliśmy uciec. Ukazanie się Matki Boskiej nie wzbudziło w nas ani lęku, ani obawy, ale było dla nas zaskoczeniem. Gdy mnie pytano, czy odczuwałam lęk, mówiłam „tak", ale to się odnosiło do strachu, jaki miałam przed błyskawicą i przed nadchodzącą burzą; przed którą chcieliśmy uciekać, bo błyskawice widzieliśmy tylko podczas burzy. Błyskawice te nie były jednak właściwymi błyskawicami, lecz odbiciem światła, które się zbliżało. Gdyśmy widzieli to światło, mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy przychodzącą Naszą Dobrą Panią.


Ale Matkę Bożą mogliśmy w tym świetle dopiero rozpoznać, kiedy była już na skalnym dębie. Ponieważ nie umieliśmy sobie tego wytłumaczyć i chcąc uniknąć drażliwych pytań mówiliśmy nieraz, że widzimy, jak przychodzi, a innym razem mówiliśmy, że Jej nie widzimy. Kiedy mówiliśmy „ tak", widzimy Ją jak przychodzi, mieliśmy na myśli światło, które się zbliżało, a którym właściwie była Ona. A jeżeli mówiliśmy, że nie widzimy, jak przychodzi, znaczyło to, że widzieliśmy Ją dopiero, gdy była nad skalnym dębem.

 

 

II. 13 czerwca 1917 - drugie objawienie się Matki Bożej


13 czerwca 1917 r. po odmówieniu różańca z Hiacynta, Franciszkiem i innymi osobami, które były obecne, zobaczyliśmy znowu odblask światła, które się zbliżało (to cośmy nazwali błyskawicą), i następnie ponad dębem skalnym Matkę Bożą, zupełnie podobną do postaci z maja.

- „Czego Pani sobie życzy ode mnie?"
- „Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13 przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Później wam powiem, czego chcę".


Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.
- „Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku".
- „Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba".
- „Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca"
(Tu z pośpiechu Łucja opuściła koniec zdania, który w innych dokumentach brzmi następująco: „Kto je przyjmuje, temu obiecuje zbawienie dla ozdoby Jego tronu").
- „ Zostanę tu sama?" - zapytałam ze smutkiem.
- „Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę, moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga".


W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części światła, które wznosiło się do nieba, a ja w tej, które się rozprzestrzeniało na ziemię. Przed prawą dłonią Matki Boskiej znajdowało się Serce, otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia.

To, Ekscelencjo, mieliśmy na myśli, kiedyśmy mówili, że Matka Boska wyjawiła nam w czerwcu tajemnicę. Nasza Pani nie rozkazała nam tego zachować w tajemnicy, ale odczuwaliśmy, że Bóg nas do tego nakłania.

 

 

III. 13 lipca 1917 - trzecie objawienie się Matki Bożej


13 lipca 1917 r. krótko po naszym przybyciu do Cova da Iria do dębu skalnego, gdy odmówiliśmy różaniec z ludźmi licznie zebranymi, zobaczyliśmy znany już blask światła, a następnie Matkę Boską na dębie skalnym.

- „Czego sobie Pani ode mnie życzy?" - zapytałam.
- „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13 przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej, dla uproszenia pokoju na świecie i o zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać".
- „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje".
- „Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".


Potem przedłożyłam kilka próśb, nie pamiętam, jakie to były. Przypominam sobie tylko, że Nasza Dobra Pani powiedziała, że trzeba odmawiać różaniec, aby w ciągu roku te łaski otrzymać. I w dalszym ciągu mówiła:
- „Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi".


Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.

Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
- „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd. Tego nie mówcie nikomu; Franciszkowi możecie to powiedzieć. Kiedy odmawiacie różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia".


Nastała chwila ciszy, a ja zapytałam:
- „Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?"
- „Nie, dzisiaj już nie chcę od ciebie niczego więcej".


I jak zwykle uniosła się w stronę wschodu, aż znikła w nieskończonej odległości firmamentu.
 

 

IV. 19 sierpnia 1917 - czwarte objawienie się Matki Bożej

 

13 sierpnia 1917 r. ponieważ już opowiadałam, co tego dnia zaszło, nie będę się powtarzać, ale przechodzę do objawienia według mnie z dnia 15 pod wieczór (Łucja myli się, jeżeli uważa, że objawienie zdarzyło się w tym samym dniu, kiedy wyszli z więzienia z Vila Nova de Ourem. Objawienie miało miejsce w następną niedzielę, tj 19 sierpnia).
Ponieważ wówczas jeszcze nie umiałam odróżnić poszczególnych dni miesiąca, być może, że się mylę. Ale zdaje mi się, że było to tego samego dnia, kiedy wróciliśmy z więzienia z Vila Nova de Ourem.


Kiedy z Franciszkiem i jego bratem Janem prowadziłam owce do miejsca, które się nazywa Valinhos, odczułam, że zbliża się i otacza nas coś nadprzyrodzonego, przypuszczałam, że Matka Boska może nam się ukazać i żałowałam, że Hiacynta może Jej nie zobaczyć. Poprosiłam więc jej brata Jana, żeby po nią poszedł. Ponieważ nie chciał iść, dałam mu 20 groszy; zaraz pobiegł po nią.

Tymczasem zobaczyłam z Franciszkiem blask światła, któreśmy nazwali błyskawicą. Krótko po przybyciu Hiacynty zobaczyliśmy Matkę Boską nad dębem skalnym.
- „Czego Pani sobie życzy ode mnie?"
- „Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria 13 i odmawiali codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".
- „Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?"
- „Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać".
- „Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych".
- „Tak, niektórych uleczę wciągu roku" - i przybierając wyraz smutniejszy powiedziała: - Módlcie, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił".


I jak zwykle zaczęła unosić się w stronę wschodu.

 

 

V. 13 września 1917 - piąte objawienie się Matki Bożej

 

13 września 1917. Kiedy zbliżyła się godzina, przeciskałam się z Hiacynta i Franciszkiem przez tłum ludzi, który nam ledwo pozwalał przejść. Ulice były pełne ludzi. Wszyscy chcieli nas widzieć i rozmawiać z nami. Tam się jeden drugiego nie bał. Wiele osób, nawet zacne panie i panowie przeciskali się przez tłum, który nas otaczał. Padali na kolana przed nami, prosząc, byśmy Matce Bożej przedstawili ich prośby. Inni, którzy nie mogli się do nas dostać, wołali z daleka:
- „Na miłość Boską, proście Matkę Boską, żeby mi wyleczyła mego syna kalekę".
Ktoś inny wołał:
- „Niech wyleczy moje niewidome dziecko". A znowu inny:
- „A moje jest głuche". I znowu inny:
- „Niech mi przyprowadzi z wojny do domu mego męża i mego syna".
- „Niech mi nawróci grzesznika".
- „Niech mnie uzdrowi z gruźlicy" itd.


Tam ukazała się cała nędza biednej ludzkości, niektórzy krzyczeli z drzew, inni z muru, na którym siedzieli, aby nas zobaczyć, gdy przechodziliśmy. Jednym obiecując spełnienie ich życzeń, innym podając rękę, aby mogli się podnieść z ziemi, mogliśmy się dalej posuwać dzięki kilku mężczyznom, którzy nam torowali drogę przez tłum.
Kiedy teraz czytam w Nowym Testamencie o tych cudownych scenach, które się zdarzały w Palestynie, kiedy Pan Jezus przechodził, przypominam sobie te, które jako dziecko mogłam przeżyć na ścieżkach i ulicach z Aljustrel do Fatimy do Cova da Iria. Dziękuję Bogu i ofiaruję Mu wiarę naszego dobrego ludu portugalskiego.
Myślę, że jeżeli ci ludzie na kolana padali przed trojgiem biednych dzieci, jedynie dlatego, że z miłosierdzia Bożego doznały łaski rozmawiania z Matką Boską, to co by dopiero robili, gdyby widzieli przed sobą samego Jezusa Chrystusa? Więc dobrze, ale to wszystko do tego nie należy. Było to raczej poślizgnięcie się pióra w tym kierunku, do którego właściwie nie zmierzałam. Cierpliwości, znowu coś zbędnego! Nie usuwam jej jednak, aby nie niszczyć zeszytu.

Doszliśmy wreszcie do Cova da Iria koło dębu skalnego i zaczęliśmy odmawiać różaniec z ludem.
Wkrótce potem ujrzeliśmy odblask światła i następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
- „Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, żeby uprosić koniec wojny. W październiku przybędzie również Nasz Pan, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmelu, św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, żeby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych serc i ofiar, ale nie chce, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie. Noście go tylko w ciągu dnia".
- „Polecono mi, żebym Panią prosiła o wiele rzeczy: o uzdrowienie pewnego chorego i jednego głuchoniemego".
- „Tak, kilku uzdrowię, innych nie. W październiku uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli".



I zaczynając się wznosić, znikła jak zwykle.

 

 

VI. 13 października 1917 - szóste objawienie się Matki Bożej

 

13 października 1917. Wyszliśmy z domu bardzo wcześnie, bo liczyliśmy się z opóźnieniem w drodze. Ludzie przyszli masami. Deszcz padał ulewny. Moja matka w obawie, że jest to ostatni dzień mojego życia, z sercem rozdartym z powodu niepewności tego, co mogło się stać, chciała mi towarzyszyć. Na drodze sceny jak w poprzednim miesiącu, ale liczniejsze i bardziej wzruszające. Nawet błoto nie przeszkadzało tym ludziom, aby klękać w postawie pokornej i błagalnej.
Gdyśmy przybyli do Cova da Iria koło skalnego dębu, pod wpływem wewnętrznego natchnienia prosiłam ludzi o zamknięcie parasoli, aby móc odmówić różaniec. Niedługo potem zobaczyliśmy odblask światła, a następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
- „Czego Pani sobie ode mnie życzy?"
- „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu".
- „Ja miałam Panią prosić o wiele rzeczy: czy zechciałaby Pani uzdrowić kilku chorych i nawrócić kilku grzeszników i wiele więcej".
- „Jednych tak, innych nie. Muszą się poprawić i niech proszą o przebaczenie swoich grzechów".

I ze smutnym wyrazem twarzy dodała:
- „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony".

Znowu rozchyliła szeroko ręce promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. Oto, Ekscelencjo, powód dlaczego zawołałam, aby ludzie spojrzeli na słońce. Zamiarem moim nie było zwrócenie uwagi ludzi w tym kierunku, gdyż nie zdawałam sobie sprawy z ich obecności. Zrobiłam to jedynie pod wpływem impulsu wewnętrznego, który mnie do tego zmusił.

Kiedy Nasza Pani znikła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża.

Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna.
Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską.
 

 


Uwagi końcowe

Oto, Ekscelencjo, historia objawień Matki Boskiej w Cova da Iria w 1917 roku.
Zawsze, gdy z jakiegoś powodu musiałam mówić o nich, starałam się uczynić to jak najzwięźlej z pominięciem intymnych spraw osobistych, bo by mnie to bardzo wiele kosztowało. Ale ponieważ są one Boże, a nie moje, i ponieważ Bóg teraz Waszą Ekscelencję o nie pyta, oddaję je niniejszym. Świadomie nie zatrzymuję niczego, co do mnie nie należy. Wydaje mi się, że brak tylko kilku małych szczegółów odnoszących się do próśb, które przedstawiłam. Ponieważ były to sprawy bardziej materialne, nie miały dla mnie specjalnego znaczenia i być może nie utkwiły mi tak żywo w pamięci. A poza tym było ich tak wiele! Miałam i z tym tyle roboty, aby sobie przypomnieć niezliczone łaski, o które miałam Matkę Bożą prosić, że może tu i tam wślizgnęła się jakaś pomyłka, kiedy np. powiedziałam, że wojna skończy się w tym samym dniu, tj. 13 (Prawdę mówiąc, Łucja nie powiedziała wprost że wojna skończy się w tym samym dniu. Nakłoniona została do tego przez wiele naglących pytań, które jej stawiano).
Wiele ludzi było zdumionych pamięcią, którą Bóg mi raczył dać. Dzięki nieskończonej dobroci Bożej jest to pod każdym względem naprawdę wielki dar. Jednak w nadprzyrodzonych sprawach nie trzeba się dziwić, że tak głęboko odciskają się w pamięci, że po prostu nie można ich zapomnieć. W każdym razie sensu spraw, które one oznaczają, nigdy się nie zapomina, jeżeli Bóg sam nie sprawi, że się je zapomni.

 

 

Do Rodziców modlących się za swoje dzieci... i nie tylko

Maj zawsze jest miesiącem Maryi, a tegoroczny w szczególny sposób z racji rocznicy objawień fatimskich. W wielu miejscach Polski i świata ta rocznica będzie świętowana. W sposób szczególny będą ludzie pielgrzymować do Maryi, do Fatimy i do Częstochowy, do setek sanktuariów i miejsc modlitwy – aby odbyć duchową pielgrzymkę zawierzenia się Niepokalanemu Sercu Maryi. Modlitwa codziennego nabożeństwa majowego w tym roku nabiera szczególnego wymiaru fatimskiego – modlitwy zawierzenia i zadośćuczynienia Maryi, dziękowania za wszelkie łaski i uciekania się pod płaszcz opieki Matki Bożej, doświadczania Jej Miłości i okazywania naszej.

W maju jesteśmy też w okresie przed Zesłaniem Ducha Świętego – to czas szczególnego otwierania się na Jego działanie. Przez Maryję i z Maryją chcemy uprosić szczególne otwarcie naszego serca na działanie Ducha Świętego. Niechaj każda okazja modlitwy i pielgrzymki będzie otwieraniem się na Jego działanie, na charyzmaty i dary – nasz różaniec rodziców powstał właśnie przez takie otwarcie się na uświęcające działanie Ducha Świętego i doświadczanie Jego pomocy w sprawach naszych dzieci i rodzin.

Maj dla nas w Polsce to szczególny czas pierwszych komunii świętych - w wielu rodzinach są dzieci, które po raz pierwszy przyjmą Jezusa do swego serca. Modlimy się za te dzieci i te rodziny w sposób szczególny, aby to wydało święte owoce na całe ich życie.

Maj rozpoczynamy pięknym świętem Maryi Królowej Polski – naszej Królowej serc i Królowej naszego kraju. To Maryja wybiera Ciebie i Mnie, zaprasza do modlitwy za dzieci. Wielu rodziców właśnie tak odczuwa, że to Ona sama nas obdarowała różańcem i sama do niego zaprasza.

 

 

 

Święty Józef  - Podatne narzędzie w ręku Boga

Opisowi zwiastowania Maryi odpowiada opis zwiastowania św. Józefowi (Mt 1,18-25). Anioł zapowiada im narodziny Zbawiciela, dodając, że poczęcie Dziecięcia stało się za sprawą Ducha Świętego. Maryja i Józef w podobny sposób wyrażają swoje przyzwolenie na działanie Boże. Maryja zgadza się nosić Jezusa pod swoim sercem, Józef zgadza się na przyjęcie odpowiedzialności za Dziecię i Jego Matkę. Owo podwójne "tak" dało Bogu ludzką przestrzeń, w której mógł się narodzić.

Błogosławiony stan Maryi zaskakuje Józefa i wyrywa go ze świata, w którym żyje. Maryja według Prawa powinna zostawy" znaczy w omawianym fragmencie Ewangelii św. Mateusza "miłosierny". Przykłady miłosiernych Sprawiedliwych znajdujemy w Piśmie Świętym: Saul mówi do Dawida: Tyś sprawiedliwszy ode mnie, gdyż odpłaciłeś mi dobrem, podczas gdy ja odpłaciłem ci złem (1Sm 24,18). Dokładnie o tego rodzaju sprawiedliwości Jezus mówi w Kazaniu na Górze, że jest ona większa od sprawiedliwości uczonych w Piśmie. Tylko taka sprawiedliwość gwarantuje nierutynowe wypełnianie Prawa (Mt 5,20).

Miłość do Maryi mogła się w sercu Józefa przerodzić w żądzę zemsty. Psychologicznie byłoby to zrozumiałe. A jednak dzieje się inaczej. Jego miłość do Maryi dojrzewa do dobroci serca, ukazującej się w posłuszeństwie woli Bożej. Owo dojrzewanie czyni go otwartym na podstawowe przesłanie snu: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus. On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1,20-21). To samo imię, sny i "ratowanie ludu" są elementami łączącymi Józefa z synem Jakuba - Józefem. Ten ostatni umiał nie tylko wyłożyć sny zaniepokojonemu faraonowi, ale także doradzić mu, co należy czynić, aby uratować całe państwo (Rdz 41,32nn), a w dalszej konsekwencji aby uratować także pozostałe dzieci Izraela (Rdz 45,7-8).

Gdy (Józef) powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie (Mt 1,20). U Józefa sen, myślenie i rozważanie przenikają się. Powzięcie myśli nie jest czymś ściśle rozumowym, lecz grecki źródłosłów tego terminu oznacza "skierowane na praktykę?, czyli rozważanie w sercu. Rozważanie, które prowadzi do działania. Ten sam rodzaj rozważania jest obecny w pozostałych dwóch snach i w decyzjach Józefa o ucieczce do Egiptu oraz o powrocie do Palestyny. Mając jasny wgląd w sprawę, Józef nie roztrząsa jej ponownie, lecz działa. Jego milczenie (Józef nie wypowiada ani słowa) jest wyrazem gotowości do działania.

Czegoś więcej o Józefie dowiadujemy się z tak zwanych ewangelii apokryficznych. Szczególne miejsce zajmuje tutaj Protoewangelia św. Jakuba, zredagowana prawdopodobnie w II wieku po narodzeniu Chrystusa. Jej treść znajdujemy w literaturze patrystycznej i w liturgii.

W tym apokryfie występuje opowiadanie, że Maryja jako trzyletnie dziecko została oddana na wychowanie do "świątyni Pańskiej". Z osiągnięciem wieku dwunastu lat nie mogła dłużej tam przebywać. Kapłani postanowili ją oddać w opiekę mężczyzny, który zachowałby jej dziewictwo. Anioł Pański nakazuje więc Zachariaszowi zwołać wszystkich wdowców, a każdy z nich miał przynieść różdżkę. Przybył też Józef (według Protoewangelii Józef był wdowcem i miał syna). Gdy się wszyscy zebrali oraz odmówili należne modlitwy, wtedy z różdżki Józefa wyleciała gołąbka i usiadła na jego głowie. Był to znak, że Maryja ma zostać powierzona właśnie jemu.
W dalszej części Protoewangelia Jakuba nawiązuje do sceny opisanej przez św. Mateusza:

I Józef zdjęty lękiem Bożym wziął ją (Maryję) w swoją opiekę, i rzekł do niej: "Maryjo, wziąłem cię ze świątyni Pańskiej. Teraz zaś zostawiam cię w domu moim. Wychodzę bowiem budować domy, ale przyjdę do ciebie. Pan będzie cię strzegł?. I przyszedł szósty miesiąc dla Maryi, i oto przyszedł Józef ze swej budowy, i wszedł do domu, i zastał ją brzemienną. I uderzył się w twarz, i padł na ziemię na worek, i zapłakał gorzko mówiąc: "Jakim obliczem spojrzę ku Panu Bogu? Jakąż mam za nią zanosić modlitwę? Bo przecież dziewicę wziąłem ze świątyni Pana Boga, i nie ustrzegłem jej! Któż mnie zwiódł? Któż jest tym, co zło uczynił w mym domu? Któż porwał ode mnie dziewicę i skalał ją? Czyżby u mnie powtórzyły się dzieje Adama? Gdy bowiem Adam oddawał się o oznaczonej godzinie uroczystej modlitwie dziękczynnej, wszedł wąż i znalazł Ewę samotną i uwiódł ją i skalał; to samo przydarzyło się i mnie?. I powstał Józef z worka, i zawołał ją i rzekł do niej: "Dlaczegoś to uczyniła ty, którą Bóg miał w szczególnej opiece? Czyż zapomniałaś o Panu twoim Bogu? Dlaczego ty, która wychowana byłaś w świętym świętych, i otrzymywałaś pokarm z ręki anioła, tak upodliłaś swoją duszę??. Ona zaś zapłakała gorzko i rzekła tak: "Czystą jestem i męża nie znam?. I rzekł do niej Józef: "Skądże więc jest to, co znajduje się w twoim łonie?? Ona rzekła na to: "Na Boga żywego, nie wiem, skąd jest to, co znajduje się w łonie moim!? I przeląkł sie wielce Józef i nie nalegał na nią więcej rozważając, co ma z nią uczynić. I rzekł Józef: "Jeśli ukryję jej grzech, zostanę uznany za winnego, gdyż sprzeciwiłem się prawu Pana; jeżeli natomiast okażę ją synom Izraela, lękam się; bo jeśli to, co znajduje się [w jej łonie], pochodzi od anioła, będę winny wydania niewinnej krwi na wyrok śmierci. Cóż więc z nią uczynię?? Tak zastała go noc. I oto anioł Pański ukazał mu się we śnie mówiąc: "Nie lękaj się o tę dzieweczkę. To bowiem, co w niej się znajduje, jest z Ducha Świętego. Porodzi więc tobie syna i nazwiesz go imieniem Jezus - on bowiem wybawi lud swój z jego grzechów?. I powstał Józef ze snu, chwalił Boga Izraela, który dał mu swą łaskę. I dalej strzegł dzieweczki
(M. Starowieyski, Protoewangelia Jakuba, w: Ewangelie apokryficzne, 9,3; 13,1,2,3; 14,1,2).

Mamy przed sobą plastyczne opisy i obfite w słowa dialogi. Opisy te nie są pozbawione swoistych podtonów. Nie odwartościowując ich znaczenia, widzimy jednak, że wzbudzają one mieszane odczucia; u jednych może odczucie wewnętrznego poruszenia, u innych zakłopotania, u jeszcze innych uśmiech zrozumienia. Stary Józef jest bardzo gadatliwy, jego zachowanie jest wystylizowane.

Jako kontrast na nowo odkrywamy teologiczną zwięzłość Ewangelii kanonicznych. W swoim niemówieniu są one o wiele bardziej wymowne aniżeli budowle utworzone z licznych słów. Doceniamy prostotę opowiadania w Ewangelii św. Mateusza, które przez swoją mistrzowską strukturę językową i oszczędność w słowach nie opisuje, lecz wskazuje na rzeczywistość Tajemnicy Boga przychodzącego do ludzi. Chodzi o Tajemnicę, do której nie zbliżymy się żadnym, choćby obrazowo najbardziej rozbudowanym językiem. Może właśnie dlatego Józef nie mówi ani słowa.

O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć - powiedział jeden z najbardziej znanych filozofów XX wieku, który nota bene bardzo dobrze znał Nowy Testament i modlił się jego słowami. Milczenie Ewangelii wskazuje na Tajemnicę. W nauce należy raczej mówić, w kwestiach wiary trzeba czasem milczeć. Z "milczącego", z tego, co nie jest powiedziane, zarysowywuje się nam postać Józefa w jego dobroci i w jego człowieczeństwie, w jego miłości do Dziecięcia i Jego Matki. W językowej oszczędności Ewangelii św. Mateusza widzimy Józefa z jego rozumieniem snów, z jego głęboką świadomością odpowiedzialności za Dziecię i Maryję, za "swój lud". Widzimy człowieka, który nie jest wystylizowanym ideałem, lecz podatnym narzędziem w ręku działającego Boga.

ks. Józef Bremer SJ

 

 

 

 

Może już nie pytasz szeroko otwartymi oczami dziecka, które dostało niespodziewanie w twarz: dlaczego? Teraz, gdy spotyka cię jakaś radość, już wiesz, że przyjdzie wyrównanie - cierpienie. Zaobserwowałeś może jeszcze coś więcej. Że w życiu istnieje prawo serii: są okresy, gdy jest cudownie. Wtedy trawa jest zielona i niebo niebieskie, i słońce świeci albo jest urocza mgła. Ludzie są dobrzy, wszystko układa się planowo, nie masz wątpliwości, że warto żyć.
Po nich przychodzi wyrównanie: złe dni, pełne cierpienia. Wtedy świat jest szary, a ludzie są jak wilki. Budzisz się z bólem głowy. Dowiadujesz się o plotkach, jakie na twój temat krążą. Przełożony robi ci nieuzasadnione wymówki. Niczego nie możesz załatwić. Bezskutecznie oczekujesz na list. Czujesz się stary.
Nie ty jeden. Nie tylko dziś. Nie ma takiej epoki, nie ma bogactwa tak wielkiego ani nędzy tak podłej, nie ma stanowiska tak wysokiego ani tak niskiego, nie uchroni człowieka ani mądrość, ani głupota - przed cierpieniem.
Byleś umiał przyjąć cierpienie jak krzyż, który prowadzi do zmartwychwstania.

 Mieczysław Maliński
 

 

 

 

 

 

Jubileusz  Galerii

„ Wizerunek świętego Józefa w obrazie i rzeźbie”

 

 

W Kościele Katolickim w sposób szczególny wyróżniamy i pamiętamy tych, którzy swoim życiem,  pozytywną postawą i działalnością w stosunku do Boga i ludzi wyróżniali się znacznie ponad przeciętność. Po długich procesach zostają „wynoszeni na ołtarze”, jako Błogosławieni i Święci i czczeni, jako pośrednicy mogący wspomóc nas w upraszaniu łask u Boga.

 Niedawno, bo w niedzielę 15 stycznia 2017r., w kościele WNMP przy rynku biskupi diecezji opolskiej ks. dr Andrzej Czaja i diecezji gliwickiej ks. dr Jan Kopiec odprawiali koncelebrowaną Mszę Św. w intencji rychłej beatyfikacji Ofki Piastówny, jako pierwszej kandydatki na ołtarze z naszej rodzimej Ziemi Raciborskiej.

 Nasza parafia w Ocicach może się radować specjalnym wyróżnieniem. Posiada z pocztu Świętych patrona swego kościoła – św. Józefa – który, jak to pięknie ujęto w pieśni „Duszo moja, niech pieśń twoja… …On w świętości i czystości po Maryi pierwszy był”. Stąd też formy uczczenia pamięci św. Józefa w naszej parafii były zawsze bardzo żywe i dostosowane do ducha czasu.

 Wraz z nadejściem ery komputeryzacji już od wielu lat nasza parafia może szczycić się prowadzeniem bardzo interesującej parafialnej gazetki internetowej „Święty Józef“ do znalezienia w Internecie pod adresem www.parafiaocice.pl
 

Gazetka ta posiada również rozdział „Galeria”, w którym dotychczas ukazało się już łącznie 163 tematów, zbiorów fotografii z ważniejszych uroczystości parafialnych (pierwsze z uroczystości Bożego Ciała w 2007 r.).

 W galerii znajduje się album stale do dnia dzisiejszego uzupełniany pod tytułem „Wizerunek św. Józefa w obrazie i rzeźbie”. Album tej galerii w zeszłym miesiącu obchodził mały jubileusz – pięciolecia istnienia oraz przekroczenia liczby 200 sztuk umieszczonych tam fotografii związanych z patronem naszego kościoła, na obrazach i rzeźbach znajdujących się w kościołach na całym świecie. Fotografie te są różnej jakości, wykonywane przez amatorów czcicieli św. Józefa, z naszej parafii i poza nią.

 Pod koniec pięciolecia istnienia wspomnianego albumu, warto dokonać krótkiego bilansu.

Otóż album ten ujmuje obecnie 205 fotografii wykonanych w 13 krajach świata, na trzech kontynentach. Najwięcej, bo 124 zdjęć to ujęcia wykonane w Polsce, 43 ujęcia pochodzą z Niemiec i 21 z Czech.

Autorami zdjęć jest 36 osób w tym 16 z zagranicy. Na ogół są to zdjęcia wizerunków Świętego w rzeźbach  (97 zdjęć), oraz jego obrazów (93 zdjęcia). Są  też dwie mozaiki,  jedenaście witraży, jak również „Hotel św. Józefa” (w Einsiedeln – Szwajcaria) i dzwon św. Józefa w dzwonnicy parku pałacowego w Kamieniu Śląskim.

 „De gustibus non est disputandum” – nie można dyskutować nad najładniejszym lub najlepszym zdjęciem. Ale jeżeli ustali się pewne kryteria oceny, wtedy można się pokusić o dobranie najbardziej tym kryteriom odpowiadające fotografie.

                                            

 

 

 

                                     Z dalszego od nas odległego zakątka, bo z Brisbane w Australii wysłano nam fotografię
                                                                        rzeźby z katedry św. Stefana (123 kolejne zdjęcie w galerii.)
                                                                                   Zdjęcie wykonała córka naszej rodaczki z Krzanowic.

 

    

 

 

 

                     Może ze względu na egzotykę materiału z którego wykuto płaskorzeźbę (sól kamienna)
           oraz miejsce ekspozycji – podziemna kaplica św. Kingi w Wieliczce stojąca
  pod ochroną UNESCO jako zabytek kultury światowej,
  należy wyróżnić zdjęcie które wykonał dla nas protestant z miasta  
Schwerin   w Mecklenburgii (Niemcy). (zdjęcie nr.173.)

 

 

                          

 Najbardziej nowoczesne, modernistyczne ujęcie św. Józefa,
                     z podkreśleniem jego funkcji jako orędownika naszych powszechnych ludzkich potrzeb
                           pochodzi z kościoła św. Józefa, poświęconego dopiero w roku 1956    
w Siegburg (Nadrenia – Westfalia, Niemcy).
                                Świętego surrealistycznie przedstawiono   z wielkim uchem, zamienionego w słuch,
                             przyjmującego bolączki świata (zdjęcie nr.150.).

  

                                                

 

                                                                                Dla nas parafian, szczególną wymowę powinna mieć mała płaskorzeźba
                                                                    z ceramiki (zdjęcie nr.23), którą świątobliwy prałat, ks. proboszcz Gade trzymał 
                                                     na szafce przy łóżku. Bowiem w swoich nabożeństwach do patrona naszego kościoła,
                                                                         stale podkreślał również jego orędownictwo, jako opiekuna umierających.

 

 

 

Redakcja parafialnej gazetki internetowej nadal zaprasza wszystkich a szczególnie młodzież obznajomioną z techniką wykonywania fotografii cyfrowych do współpracy w uzupełnianiu zbioru galerii o dalsze zdjęcia wizerunku naszego  patrona świętego Józefa.

 Zdjęcia te prosimy przesłać drogą mailową na adres danuta.hopko@wp.pl z podaniem gdzie i przez kogo zostało wykonane, oraz o ile to możliwe bliższe dane na temat fotografowanego obiektu (kto i kiedy namalował obraz lub wyrzeźbił figurę przedstawiające św. Józefa).

 „Vivat, crescat, floreat” – życzymy co najmniej na dalsze pięć lat galerii św. Józefa w naszej parafialnej gazetce internetowej !

 

    Opracował: J. Gonschior wraz z D. Hopko

 

*******************************************************************

****************************************

********************

 

 

 

 

Jubiläum der Galerie

Bildnis des Hl. Joseph in Bildern und Skulpturen”

 

In der Katholischen Kirche ehrt und gedenkt man besonders Denjenigen, die mit ihrem Leben, mit einer positiven Einstellung und Tätigkeit zu Gott und für die Menschen sich auszeichnen. Nach langen Verfahren werden Sie „auf die Altäre“ als Selige und Heilige erhoben, als Vermittler und Fürsprecher die  bei Gott uns unterstützen in unseren Bitten um weitere Gnaden.

Unlängst, weil am Sonntag den 15 Januar 2017, in der Liebfrauenkirche am Ring zelebrierten die Bischöfe der Diözese Oppeln Dr. Andrzej Czaja und der Diözese Gleiwitz  Dr. Jan Kopiec eine Hl. Messe in dem Anliegen einer baldigen Seligsprechung  von  Euphemie, einer Tochter des Piastenfürsten. Sie wäre die erste Kandidatin für „die Altäre“ aus unserem Ratibor Stadt und Land.

 Unsere Pfarrgemeinde  Ottitz kann sich besonders bevorzugt fühlen. Sie besitzt aus dem Gefolge der Heiligen, den Hl. Joseph als den Schutzpatron unserer Kirche Er folgt der Hl. Maria, sie nimmt die erste Stelle der Heiligen in der Kirche ein. Deswegen waren in unserer Pfarrgemeinde die Andachten zum Hl. Joseph immer, entsprechend dem Geist der Zeit, sehr lebhaft besucht. Seit das Zeitalter der Computer begonnen hat, besitzt schon viele Jahre unsere Pfarrgemeinde ein interessantes Internet Pfarrblatt

Święty Józef” (Heiliger Joseph). Es ist unter dem Link www.parafiaocice.pl zu finden. Diese Zeitung besitzt auch ein Kapitel „Galeria“, das bis jetzt 163 Themen beinhaltet. Es sind Fotoalbums mit Aufnahmen aus wichtigeren Gemeindefeiern (das erste von Fronleichnam 2007).

 In der Galerie befindet sich auch ein Album, das bis heute weiter aufgefüllt wird. Es hat dem Titel Wizerunek św. Józefa w obrazie i rzeźbie(Bildnis des Hl. Joseph in Bildern und Skulpturen). Diese Sammlung in der Galerie feierte im letzten Jahresmonat ein kleines Jubiläum, fünf Jahre des Bestehens der Sammlung und besitzt 200 Fotografien. Auf ihnen  befinden sich Darstellungen des Schutzpatrons unserer Kirche aus Gotteshäusern von der ganzen Welt. Diese Fotos haben unterschiedliche Qualität, gemacht von Amateuren, Verehrern des Hl. Josef aus unserer Gemeinde, aber auch von anderen Pfarreien.

Aus Anlass des fünfjährigen Bestehens dieses Albums bittet sich an, eine kurze Bilanz zu ziehen. 

Dieses Album enthält zurzeit 205 Fotografien aus 13 Ländern der Welt, aus drei Erdteilen. Die meisten 124 Fotos stammen aus Polen, 43 Aufnahmen aus Deutschland und 21 aus Tschechien.

Die Bilder stammen von 36 Fotografen, 16 Personen sind Ausländer.

Am zahlreichsten (97 Bilder) wurden Skulpturen des Heiligen Joseph fotografiert und 93 Aufnahmen seine Darstellungen auf Gemälden. Es gibt aber auch Bilder von zwei Mosaiken, elf Glasfenstern, wie auch eines „Hotel Hl. Josef“ in Einsiedeln (Schweiz) und einer Josephglocke vom Glockenturm in Groß Stein (Oberschlesien).

  „De gustibus non est disputandum” – man soll nicht streiten über ein schönstes oder bestes Foto. Wenn man aber gewisse Auswahlkriterien festlegt, kann man die beste Fotografie aussuchen, die dieses Kriterium erfüllt.

  

 

 

Aus der weitesten von uns entfernten Ort, aus Brisbane in Australien,
schickte man uns das Foto einer Skulptur aus dem dortigen St. Stefansdom
(das 123 laufende Foto im Album).
Die Aufnahme machte die Tochter einer Landsmännin aus Kranowitz, Kreis Ratibor

 

 

   

 

Vielleicht wegen der Exotik des Materials (Steinsalz)
sollte man das Flachrelief  „Flucht aus Ägypten“
aus der  unterirdische Kapelle der Hl. Kinga in Wieliczka (Kulturwelterbe UNESCO ) auszeichnen.
 Zur Verfügung stellte dieses Foto (Nummer 173) ein Besucher aus Schwerin (Deutschland).

 

 

   

Neuartig mit Hervorhebung seiner Funktion als  Befürworter
zeigt sich die Skulptur des Heiligen aus der St. Josefkirche in Siegburg (Deutschland),
 die erst im Jahre 1956 geweiht wurde. Hier wird Er surrealistisch mit einem großen Ohr dargestellt,
der sich allen Wehen der Welt annimmt. Das Bild Nr.150. machte ein in Bunzlau (Niederschlesien)
gebürtiger Landsmann, der jetzt in Siegburg lebt.

 

 

  

Für uns Gemeindemitlieder der St. Josefkirche in Ratibor-Ottitz
 hat eine besondere Bedeutung ein kleines Flachrelief aus Ton (Bild Nr. 23),
dass beim gottesfürchtigen Prälat Pfarrer Bernhard Gade auf seinem Nachttisch stand.
 In seinen Andachten zum Hl. Joseph unterstrich er immer,
dass dieser Heiliger auch ein besonderer Befürworter bei Gott für die Sterbenden ist.

 

 

 

 Die Redaktion der Internet – Pfarrgemeindezeitung bittet weiter alle, besonders die Jugend die doch jetzt mit ihren Mobiltelefonen auch schon gute Fotografien machen kann, zur Zusammenarbeit bei dem weiteren Ausbau  der Sammlung zum Fotoalbum der Galerie mit Bildnissen des Hl. Joseph auf.

 Die Bilder bitten wir als Anhang zur elektronischen Post an die Adresse danuta.hopko@wp.pl zu schicken. Dabei bitte zugeben, wo (in welcher Kirche, in welcher Stadt), und von wem das Foto gemacht wurde. Falls möglich, bitte auch noch zusätzliche Angaben machen über die Skulptur oder Gemälde (Namen des Künstlers, wann ist das Kunstwerk entstanden,  nähere Angaben über die Kirche und ähnliches)

 Vivat, crescat, floreat” –  wünschen wir wenigstens für weitere fünf Jahre der Hl. Joseph  Galerie in unserer Internetzeitung.

   

                                                                                                   Bearbeitung: Dr.J. Gonschior und D.Hopko                                                                                              

 

 

Wyjątkowa tradycja.

 

W wielu parafiach należy do tradycji, raz w roku, odprawianie Mszy Św.  w intencji członków niektórych grup zawodowych, np. górników w dniu św. Barbary 4. grudnia, lub cieśli i stolarzy w dniu św. Józefa 19. marca.

W naszej parafii, od zarania, tj. od czasu wybudowania „Stadtrandsiedlung” czyli Ocic Południowych, określanych powszechnie jako „Ocic po stronie szkoły”, zachowała się do dziś dodatkowa tradycja - odprawianie w okresie Bożego Narodzenia Mszy Św. w intencji I i II Oddziału Budowlanego, a następnie dla III i IV Oddziału Budowlanego. Skąd się to wzięło?

Otóż budowę ocickiego osiedla rozpoczęto od domów  przy dzisiejszej ulicy Wałbrzyskiej,  określony jako „ I Bauzug” (pierwszy oddział budowlany).

  Drugi ciąg budowlany ( „II Bauzug”) nazwano budowane prawie równolegle w czasie domki przy ulicy Wesołej, przy czym obejmował on tylko odcinek od ulicy Opawskiej do ul. Tuwima.

„III Bauzug” to ulica Kolonialna i „IV Bauzug” to dzisiejsza ulica Kołłątaja.

Nazwy ulic zaczerpnięto następnie z bardzo popularnej piosenki dla dzieci „Alle Vögel sind schon da” („wszystkie ptaki już przyleciały”) do której słowa napisał Hoffmann von Fallersleben, bibliotekarz  hrabiego raciborskiego z Rud. Tak więc kolejno nazwano ulice:

- Wałbrzyską -  Kosowa (Amselweg)

- Kolonialną   -  Drozdowa (Drosselweg),

- Wesołą         -  Ziębowa (Finkenweg)

- Kołłątaja       - Szpakowa (Starweg)

Początkowo intencję mszalną formułowano „für die Lebenden und Verstorbenen des I und II Bauzuges”,czyli  „budowniczych I i II” oddziału budowlanego”. Pod tym określeniem kryli się inwestorzy, którzy zarazem angażowali się fizycznie jako wykonawcy, oraz przez nich opłacani pomocnicy (każdy inwestor musiał zatrudnić co najmniej jednego „Handlanger” czyli pomocnika w czasie budowy). Miasto udzielało kredytu w wysokości 2000 DM, spłacany w następnych latach przez mieszkańców ( nie wszyscy do końca wojny z tym zdążyli).

Teraz intencję nieco zmodyfikowano, dostosowując  ją do obecnego stanu. Mianowicie modlimy się za wszystkich mieszkańców, żyjących i zmarłych, którzy kiedykolwiek przy ulicach tych oddziałów budowlanych mieszkali.

Po 80 latach oczywiście nikt z ówczesnych budowniczych już nie żyje, a przemieszczenia ludności, szczególnie związane z zakończeniem Drugiej Wojny Światowej, spowodowało, iż z drugiego pokolenia (synowie, córki budowniczych) mieszkają na swej ojcowiźnie tylko jednostki (na Wałbrzyskiej z 25 rodzin inwestorskich już jedynie tylko jedna osoba, na dalszych trzech ulicach po dwie osoby na każdej z ulic).

 

Podziękowania należy się wielu zaangażowanym parafianom za podtrzymywanie  tej oryginalnej tradycji, a szczególnie wszystkim księżom proboszczom, począwszy od księdza Gadego aż po dzisiejszego księdza Krystiana.

Bo tradycja nie oznacza żeby tylko zabezpieczyć jej popielisko, lecz  by żywy jej płomień przekazywać dalszym pokoleniom!

„Tradycja nie czci popiołów. Ona podsyca ogień przekazywany dalej”

Josef Gonschior